2013

24 grudnia

choinka

1 grudnia

Czas oczekiwania na święta

Bez tytułu

czekam czekam wytrwale
tak lekko dotykają mnie dni
moja tęsknota jest tęsknotą planet
zmarzłych tęskniących do słońca
a ty jesteś słońcem
które pozwala mi żyć
jest znowu wieczór
na dachach leży śnieg
wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie

Halina Poświatowska

11 listopada

„Wspominając datę 11 listopada nie mogę nie nawiązać do narodowej wolności, jaka tego dnia została przywrócona Rzeczypospolitej po latach zmagań, które kosztowały nasz naród wiele wyrzeczeń i ofiar. Ta zewnętrzna wolność nie trwała długo, ale zawsze mogliśmy się do niej odwoływać w walce o zachowanie wolności wewnętrznej, wolności ducha. Wiem, jak bardzo drogi był ten dzień wszystkim, którzy w okresie komunizmu starali się przeciwstawiać programowemu zabijaniu wolności człowieka, poniżaniu jego godności i odmawianiu mu podstawowych praw. A potem z tego sprzeciwu zrodził się ruch, którego jesteście twórcami i spadkobiercami. I ten ruch również nawiązywał do 11 listopada, do tej wolności, która w 1918 r. znalazła swój zewnętrzny, polityczny wyraz, a zrodziła się z wewnętrznej wolności poszczególnych obywateli rozczłonkowanej Rzeczypospolitej i z duchowej wolności całego narodu.”

Jan Paweł II, 11 listopada 2003

1 sierpnia

familie-langhans.de

Niedługo na naszych zegarach wybije godzina 17, od kiedy wstałam i pomyślałam sobie o 1 sierpnia, nie odstępuje mnie myśl o tym, że był taki sierpień, równie gorący, środek lata, kiedy powstało Powstanie.
Nie jestem historykiem, pracują wyłącznie emocje i pewna porcja wiedzy, skojarzeń zgromadzona w szkole i poza nią. No właśnie skojarzenia: młodzi ludzie z bronią, kanały, nieproporcjonalność sił i jakaś tajemnica historyczna, która może ujrzy światło dzienne kiedyś….

Nie jestem historykiem, ale jako Polka czuje i wiem, że godzina “W” nie jest jedynie kartką w historii. W takich chwilach – rocznica, myślę o tym, że w Warszawie gdzieś tam na Pięknej, Kruczej i Złotej, toczyło się “normalne” życie. Ludzie kochali się, gotowali obiady, przytulali dzieci i być może nawet nie przypuszczali, że za kilkanaście minut ich życie zmieni się na jeszcze trudniejsze. W Muzeum Powstania Warszawskiego oglądałam sceny z życia, jakby czas się zatrzymał. Pamiętam dziewczynę w kwiecistej sukience, która patrzy gdzieś przed siebie z taką nadzieją…. może to właśnie jest ta emocja, która daje tyle siły. Może to jest taki rodzaj czucia, który dziś jest nieco odległy.
Nie jestem historykiem, ale co to zmienia?

27 czerwca

23 czerwca

Dzień Ojca

Dostałam wczoraj dwie przypowieści z prośbą o zamieszczenie na blogu. W obu pojawia się ojciec, co przypomina mi o dzisiejszym święcie.

tato-czy-moge-tobie-zadac-pytan„Syn: Tato, czy mogę Tobie zadać pytanie?
Ojciec: Tak, oczywiście, a o co chodzi?
Syn: Tato… ile zarabiasz na godzinę?
Ojciec:  To nie jest twoja sprawa, a w ogóle dlaczego pytasz o takie rzeczy
Syn:  Ja tylko chciałem wiedzieć, ile zarabiasz na godzinę…nie gniewaj się
Ojciec: Jeśli musisz to wiedzieć, zarabiam 100 dolarów na godzinę
Syn: Ohhh”… spuścił wzrok i ze smutkiem zapytał…
Tato, czy mógłbym od Ciebie pożyczyć 50 dolarów?
Ojciec był wściekły.
– Synu jeśli tylko dlatego pytasz, że chcesz pożyczyć pieniądze aby kupić głupią zabawkę lub inne bzdury, to w tej chwili maszeruj prosto do swojego pokoju i wskakuj do łóżka. Pomyśl o tym, dlaczego jesteś taki samolubny. Ja ciężko pracuje każdego dnia dla… takiego dziecinnego i egoistycznego zachowania jak Twoje?!
Chłopiec cicho odszedł do swojego pokoju i zamknął drzwi.
Mężczyzna usiadł i zaczął się jeszcze bardziej nakręcać myśląc o pytaniach małego chłopca . Jak on śmie pytać żeby tylko wyciągnąć pieniądze?
Minęła godzina, emocje opadły i mężczyzna zaczął się zastanawiać:
Może mały rzeczywiście potrzebował tych 50 dolarów na coś niezwykle ważnego.. przecież do tej pory nie za często prosił o pieniądze. Wstał , ruszył spokojnym krokiem w stronę pokoju synka i otworzył drzwi..
– Synu, śpisz?- zapytał
– Nie tato, nie śpię
– Pomyślałem, że trochę za ostro zareagowałem na Twoje wcześniejsze pytania …Wiesz, że ciężko pracuje a to był szczególnie męczący i długi dzień… Wyjął banknot – Oto 50 dolarów o które prosiłeś…
Chłopiec usiadł prosto i uśmiechnął się. -Och, dziękuję tatusiu!
Następnie, sięgając pod poduszkę swoją małą rączką, wyciągnął kilka zgniecionych banknotów i pokazał je ojcu. Mężczyzna zobaczył, że chłopak miał już pieniądze i złość ponownie zaczęła powracać
Chłopiec powoli liczył swoje pieniądze, a potem spojrzał na ojca z wyrazem radości na twarzy.
-Dlaczego chcesz mieć więcej pieniędzy, jeśli już jakieś masz ? zapytał ojciec.
-Ponieważ nie miałem dość, ale teraz już mam – odpowiedział ucieszony chłopiec.
-Tatusiu, uzbierałem już 100 dolarów
CZY MOGĘ TERAZ KUPIĆ GODZINĘ TWOJEGO CZASU?
Proszę wróć jutro wcześniej do domu żebym mógł z tobą zjeść wspólną kolację…
Ojciec został na swoim miejscu jak rażony piorunem. Minęła długa chwila po której objął małego synka i zaczął błagać o przebaczenie…

Hmmm…
To tylko krótkie przypomnienie dla wszystkich, którzy pracują tak ciężko w życiu.
Poświęcaj swój drogocenny czas dla tych, którzy coś znaczą w Twoim życiu, bliskich Twojemu sercu. Pamiętaj, aby poświęcić 100 dolarów czy jakiekolwiek inne pieniądze, które zarabiasz dla kogoś kogo kochasz. Jeśli umrzemy jutro, firma, w której pracujemy może nas łatwo zastąpić w ciągu kilku dni. Ale rodzina i przyjaciele od których na zawsze odejdziemy odczują niepowetowane straty do końca ich życia.
I pomyśl, że w większości oddajemy się pracy bardziej niż własnej rodzinie…”

cokolwiek„Wszyscy śmieją się ze mnie – skarżył się syn ojcu.
– Chodź, coś ci pokażę, chodź ze mną na bazar – odparł ojciec.
Ojciec i syn zaprzęgli osła. Ojciec dosiadł zwierzęcia, a syn szedł obok. Kiedy mijali kolejnych ludzi, komentarzom nie było końca:
– Co za ojciec, sam jedzie na grzbiecie, a dziecku każe iść pieszo.
– Słyszałeś – zapytał ojciec. – Jutro znów przyjdziesz ze mną na bazar – kontynuował.
Następnego dnia ponownie zaprzęgli osła, tym razem jednak ojciec szedł pieszo, a syn jechał na grzbiecie.
– Co za samolubne dziecko, spokojnie siedzi na grzbiecie, a stary ojciec męczy się, idąc – krzyczeli ludzie.
Następnego ranka ojciec i syn ponownie wyruszyli na bazar, tym razem ciągnąc osła na postronku.
– Ale idioci, idą pieszo, zamiast dosiadać osła – szydzili zgromadzeni ludzie.
Nazajutrz obaj więc dosiedli osła.
– Patrzcie, jak pastwią się nad biednym zwierzęciem – lamentowali ludzie.
Piątego dnia ojciec i syn wzięli osła na plecy i poszli pieszo na bazar.
– Co za głupcy, niosą osła, zamiast go dosiadać – śmiali się zgromadzeni ludzie.”

1 czerwca

Deszczowy Dzień Dziecka

9 maja

pomnik

Nigdy nie zrozumiem dlaczego posadzono ją na ławeczce, w tym właśnie miejscu, tuż przy placu Biegańskiego…

9 maja 1935r w Częstochowie,przy ulicy 7 Kamienic urodziła się Halin Poświatowska. Poetka.

Urodziłam się… perspektywa szarego miasta zamknięta z jednej strony ostrą wieżą klasztoru, z drugiej równie wysokim, pociemniałym od dymu kominem fabrycznym. W powietrzu zapach spalin i butwiejących liści. Brudne, zabudowane niewysokimi kamienicami ulice, wyludniające się o zmroku. Uczyłam się… nie mogłam się uczyć. Przeważnie leżałam w łóżku i moim nauczycielem było ogromne pragnienie, żeby wiedzieć.” (Opowieść dla przyjaciela)

Gdy miała 4 lata wybuchła wojna.

„W trzydziestym dziewiątym roku we wrześniu uciekałyśmy z matką przed inwazją niemiecką. Pojechałyśmy na wieś do rodziny, a kiedy front zaczął się niebezpiecznie zbliżać, wyprawiłyśmy się drabiniastym, wiejskim wozem na wschód. Wóz zaprzężony w krowę i jednego chudego konia nie poruszał się tak szybko jak zmotoryzowana armia niemiecka, toteż w ciągu kilku godzin znaleźliśmy się w samym środku działa¨½ wojennych. Coraz częściej złowróżbny warkot wyrastał nad naszymi głowami. Wyskakiwaliśmy z wozu i rozsypywaliśmy się po lesie. Matka nosiła ze sobą zielony wełniak. Kiedy samoloty ukazywały się nad lasem, kładła się obok mnie na trawie i przykrywała nas zielonym suknem. O ile tylko mogłam, wychylałam głowę i patrzyłam w las. Pociski raniły drzewa, gałęzie z szelestem osypywały się z drzew. Matka przyciskała mnie mocno do ziemi, owijała mi głowę wełniakiem. Pozwalała mi wstać dopiero wtedy, kiedy odgłos silników cichł zupełnie. Biegłam i podnosiłam z ziemi obcięte gałęzie. Te gałęzie, które zbierałam tak łapczywie, które przyciskałam do piersi i wlokłam za sobą, to byli moi pierwsi zabici.” (Opowieść dla przyjaciela)

W 1945r wojska radzieckie wkroczyły do Częstochowy, na ulicach toczyła się wojna i słychać było strzelaninę.

„Dudnienie armat, które nie dochodziło do mnie początkowo, nasiliło się, słychać było całkiem blisko pojedyncze strzały. Po krótkiej naradzie rodzice zdecydowali się zejść do piwnicy i matka sprowadziła mnie tam krętymi schodami. Usiadłam obok niej na połupanych kłodach drzewa i nasłuchiwałam odgłosów dział. Walki trwały trzy dni. W ciągu tych trzech dni nie chciałam się położyć, nie pozwoliłam zdjąć z siebie ciepłego płaszcza. Siedziałam podrzemując, z głową wtuloną w kolana matki. Czwartego dnia rano przyszedł ojciec z wiadomością, że Niemców już nie ma, i wyprowadził nas na ulicę. Wtedy zobaczyłam ich po raz pierwszy. Leżeli z ramionami rozrzuconymi, z podkurczonymi nogami. Wydawali się dziwnie mali. Ściskałam mocno rękę ojca, wbijałam w nią paznokcie. W płytkich rowach na rynku leżały ich całe stosy, mundury mieli pokrwawione, porozdzierane, oczy szkliste. Puściłam rękę ojca i biegiem uciekłam do domu.” (Opowieść dla przyjaciela)

Dzień później dostała wysokiej gorączki i lekarz orzekł, że to angina. Angina przerodziła się w zapalenie stawów i zabroniono jej chodzić. Leżała na tapczanie stojącym w kącie pokoju i nasłuchiwała głosów dochodzących zza ściany, z ulicy. Matka siadała przy jej łóżku i czytała  książki, a poetka słuchała i  budowała z jej słów  „obrazy tak żywe, że nieomal rzeczywiste ”

„Pamiętasz jej drobną postać, przyjacielu? Jej jasny głos i ciepły dotyk ręki? Odgadłeś od razu, że jest częścią mnie. Była zawsze, odkąd ja byłam, i zawsze była ze mną. To dzięki niej miałam odwagę walczyć z bezsilnością własnego ciała, z koszmarem białych, nie kończących się dni,  z niepokojem chwytających za gardło szpitalnych nocy. Przekazała mi swoją wspaniałą zaciętość, oddała mi całą swoją miłość i wszystkie pragnienia. Wiem, że ją podziwiasz, lękam się jednak, że twój podziw dla niej nie jest szczery. Podziwiasz w niej moje odbicie, a tymczasem to ja jestem jej niedoskonałą kopią, a ona jest pierwowzorem. ” (Opowieść dl przyjaciela)

W 1954 roku wyszła za mąż za Adolfa Poświatowskiego, którego poznała w sanatorium i który podobnie jak ona chorował na serce.

„Miłość stała się moim sprzymierzeńcem.Wyposażyła mnie w odwagę i cierpliwość. Wiedziałam, że muszę wyzdrowieć, i wiedziałam, że gdziekolwiek będę, dosięgną mnie czworokątne kartki papieru i że czytając je będę płakać i śmiać się na przemian.”(Opowieść dla przyjaciela)

te słowa istniały zawsze
w otwartym uśmiechu słonecznika
w ciemnym skrzydle wrony
i jeszcze we framudze przymkniętych drzwi

nawet gdy drzwi nie było
istniały
w gałęziach prostego drzewa

a ty chcesz
żebym je miała na własność
żebym była
skrzydłem wrony brzozą i latem
chcesz
żebym dźwięczała
brzękiem uli otwartych na słońce

głupcze
ja nie mam tych słów
pożyczam
od wiatru od pszczół i od słońca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s