Apteczka muzyczna

“W sławnej amerykańskiej akademii muzycznej znawcy muzykoterapii opracowali podręczną apteczkę muzyczną. Oto jej zestaw lekarstw:

  • na polepszenie nastroju: Duet Kotów Joachima Rossiniego,
  • na odchudzanie: Taniec szkieletów Kamila Saint – Saënsa,
  • na ukojenie nerwów: Lot trzmiela Michaiła Rimskiego – Korsakowa,
  • przed wizytą u teściowej: Człowiek, którego kocham George`a Gershwina,
  • na rozładowanie wściekłości: Taniec z szablami Arama Chaczaturiana,
  • na dodanie odwagi: samodzielne gwizdanie Marsza torreadora z opery Carmen Georges`a Bizeta,
  • na zwód miłosny: Symfonia fantastyczna Hektora Berlioza,
  • zamiast urlopu wypoczynkowego: Lato z Czterech pór roku Antonia Vivaldiego,
  • na ożywienie nastroju: Bolero Maurycego Ravela, po przedawkowaniu jako antidotum Aria na strunie G Jana Sebastiana Bacha,
  • na złą przemianę materii: Tańce węgierskie Jana Brahmsa przeplatane piosenkami zespołu The Beatles.”

Źródło: Roman Tokarczyk, Antologia anegdoty akademickiej

„Na spokojność”

DESIDERATA

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu – pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie. Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach – świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien. Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Max Ehrmann

Na akceptację

Niczym po nocy do drzwi kołata jakiś gość
Ciągle zza rogu wygląda Ciebie nigdy nie ma dość
Włosy, ubranie, buty skórzane ma tak jak Ty
I chociaż kuleje w końcu dorówna krokom Twym
I powie:

Patrz, oto ja
Przecież mnie znasz
Uchyl mi bram
Przyjmij tą dłoń
Przeszłością jestem Twą

Nic nie przypomni węzeł, co nosisz po świecie
Już nie pamiętasz, co wtedy miałeś kupić w markecie
To, co zgubiłeś znika jak pociąg w oddali
Dziewczyna to wszystko niesie w plecaku lecz się nie żali
I mówi:

Patrz, oto ja
Przecież mnie znasz
Uchyl mi bram
Przyjmij tą dłoń
Przeszłością jestem Twą

Przenigdy koron drzew nie dosięgnie łąkowy perz
Czerwony tramwaj świeci ślepiami niczym nocą zwierz
Dumna Twa głowa w oknie opada na szyję
A motorniczy, który Cię wiezie dawno nie żyje

Patrz, oto ja
Przecież mnie znasz
Uchyl mi bram
Przyjmij tą dłoń
Przeszłością jestem Twą

Nie ma na wierzbie grusz a pokrzywy to nie gaj
Nie musisz kończyć tego, co jadłeś wczoraj…przedwczoraj
Patrz, w miodzie winogrona, migdały solone
Siedzisz wygodnie a Ona stawia to wszystko na stole
I mówi:

Patrz, oto ja
Przecież mnie znasz
Uchyl mi bram
Przyjmij tą dłoń
Przeszłością jestem Twą

Leżysz przy ścianie a Ona obok – w pościeli
Dziś Cię odwiedzą Ci, którzy byli, ale minęli
Każdego poznasz, bo ich imiona pamiętasz
A rano ją ujrzysz, jak obok Ciebie w kłębek zwinięta
Szepnie Ci:

Patrz, oto ja
Przecież mnie znasz
Uchyl mi bram
Przyjmij tą dłoń
Przeszłością jestem Twą

Jaromir Nohavica, tłum. Roman Orlowski

Na nadzieję

Gdy zamieć wyje niczym wilk,
gdy w nocy mróz uderza,
nie zamykajcie, proszę, drzwi,
otwórzcie je na ścieżaj…
 
I kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi – nie przetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte.
 
Niech inni myślą: cud się stał,
A to nie cud bynajmniej!
Od żaru serca sosny żar niech
w piecu raz się zajmie…
 
I niechaj ciepło w ścianach tkwi,
niech noc się wyda krótka…
Nie warte funta kłaków drzwi,
marnego grosza – kłódka.

na polepszenie nastroju: Duet Kotów Joachima Rossiniego

i Wiosna Antonio Vivaldiego

na zwątpienie

na dzień dobry

na stany bezsilności

„A kiedy nie sposób już płynąć pod prąd,
nie sposób już wyrwać się z matni,
niebieski trolejbus zabiera mnie stad,
trolejbus ostatni.”

„A jednak naprawdę w milczeniu jest sens,
jest dobroć

w milczeniu”

na konformizm – Я не люблю

Nie lubię, Jacek Kaczmarski 1976,wg W. Wysockiego

Nie lubię gdy mi mówią po imieniu
Gdy w zdaniu jest co drugie słowo – brat
Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu
Z uśmiechem wykrzykując – kopę lat!
Nie lubię gdy czytają moje listy
Przez ramię odczytując treść ich kart
Nie lubię tych co myślą, że na wszystko
Najlepszy jest cios w pochylony kark

Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza
Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę
Tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się
Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą
Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą
Gdy nawet już ich dławi własny pęd!

Nie cierpię poczucia bezradności
Z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb
Nie cierpię zbiegów złych okoliczności
Co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel
Nie cierpię więc nie wyjaśnionych przyczyn
Nie cierpię niepowetowanych strat
Nie cierpię liczyć nie spełnionych życzeń
Nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat

Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę
W słuchawce suchy metaliczny szczęk
Ja nienawidzę strzałów w tył głowy
Do salw w powietrze czuję tylko wstręt
Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę
Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych
Kiedy uśmiecham się do tych którym służę
Choć z całej duszy nienawidzę ich!

Jacek Kaczmarski
1976

🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s