Pamięć zewnętrzna

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pamięć zewnętrzna ulotniła się. Nie ma. Jeszcze przed chwilą tu była i nagle komputer jej nie widzi. Szok, niedowierzanie, domysły……Może coś z komputerem, może to jakiś wirus…. Dwóch niezależnych fachowców oznajmia mi jednak, że pendrive jest martwy. Nikły promień nadziei na reanimację – zlutowanie elementów, które się rozłączyły. A to kruszyna taka! Jak podejść z lutownicą do tego maleństwa. Elektronik z sercem podejmuje się tego dzieła. Z zegarmistrzowską precyzją przez blisko godzinę pochyla się nad nim. Za pracę nie chce nawet złotówki. Nagrodą ma być informacja, że pamięć ożyła. No ale nie ożyła. Historia można by powiedzieć bez happy endu.  Nie do końca, przez tę godzinę wróciła do mnie nadzieja, rzeczy wróciły na właściwe miejsce….. To tylko pendrive! To tylko pamięć zewnętrzna! Nie było tam absolutnie niczego, czego nie ma w mojej głowie, w pamięci wewnętrznej. Próba racjonalizacji? To mi przypomina historię opisaną przez Anthony Robbinsa w książce „Obudź w sobie olbrzyma”

„Zdjęcia do Apokalipsy kręcono w puszczy na Filipinach. Normalne dni zdjęciowe trwały od poniedziałku do piątku i zwykle w piątek  wieczorem Martin i Janet jechali samochodem na weekend do Manili. Któregoś piątku Martin musiał zostać na dodatkowe zdjęcia w sobotę. Janet pojechała więc sama, ponieważ obiecała wcześniej pewnemu członkowi ich ekipy, że kupi mu w stolicy szklane oko, gdyż on był za biedny, by móc sobie na to pozwolić. Tamtej nocy Martin został sam. Nie mógł zasnąć, przekręcał się z boku na bok i bardzo pocił. Czuł coraz większy ból i rano doznał poważnego ataku serca. Był częściowo sparaliżowany. Używając całej siły woli, stoczył się z łóżka na ziemię, wyczołgał jakoś z namiotu i zaczął wzywać pomocy. Opowiadał mi, że leżąc wtedy na ziemi, czuł nadchodzącą śmierć. Nagle wszystko zaczęło się wydawać spokojne i ciche. Widział siebie samego przechodzącego w oddali przez wody  jakiegoś jeziora. „A więc tak wygląda śmierć” – pomyślał i nagle zdał sobie sprawę z faktu, że nie boi się śmierci. Boi się życia! W tamtej właśnie chwili zrozumiał, że życie to prawdziwe wyzwanie i wielka przygoda. Natychmiast podjął decyzję, że musi żyć. Skupiając wszystkie siły, sięgnął po źdźbło trawy i z wielkim wysiłkiem przysunął je do twarzy. Chciał je powąchać, ale prawie nic nie czuł. Z chwilą gdy poczuł zapach trawy, wrócił ból. Wiedział wtedy, że żyje. Walczył.Kiedy koledzy go znaleźli, byli przekonani, że umrze. Zarówno wyraz ich twarzy, jak i komentarze sprawiły, że Martin znów zwątpił. Zaczął tracić siły. Wiedząc, że nie ma czasu do namysłu, najlepszy pilot w ekipie postanowił zaryzykować własne życie i przewieść Martina do szpitala w Manili helikopterem, mimo wiatru sięgającego czterdziestu węzłów. Kiedy znalazł się w szpitalu, umieszczono go na noszach i przeniesiono do sali reanimacyjnej, gdzie wszystko świadomie i podświadomie mówiło mu, że nie przeżyje. Robił się słabszy z minuty na minutę. I wtedy zjawiła się Janet. Wiedziała tylko, że miał atak serca, ale już w szpitalu lekarze powiedzieli jej, że stan męża jest bardzo ciężki. Nie chciała się z tym pogodzić. Czuła, że Martin potrzebuje siły, czuła, że musi przezwyciężyć jego strach i swój własny. Natychmiast przystąpiła do działania i osiągnęła swój cel za pomocą jednej myśli. Kiedy otworzył oczy, powiedziała: „To tylko film, kochanie.To tylko film!”. Martin powiedział później, iż natychmiast po tych słowach już wiedział, że uda mu się przeżyć i że właśnie wtedy zaczął zdrowieć. W jednej chwili problem przestał wydawać mu się poważny i poczuł, że może sobie z nim poradzić. Słowa Janet w oczywisty sposób implikowały, że nie warto poświęcać własnego zdrowia dla czegoś takiego jak film. Ale jestem przekonany, że podświadomie Martin przyjął jeszcze jedną wiadomość: cierpienie, którego doświadczają aktorzy na planie, nie jest prawdziwe i nigdy nie trwa długo. W którymś momencie reżyser powie w końcu: „Dość.” Ta wspaniała metafora w ustach Janet pomogła Martinowi zebrać wszystkie siły. Do dziś jest on przekonany, że uratowała mu życie.”

Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli z 1979r. z Martinem Sheenem.
Adaptacja powieści Josepha Conrada „Jądro ciemności”.

Informacje o Poradnia on-line

profesjonalna pomoc psychologiczna
Ten wpis został opublikowany w kategorii bez kategorii, Metafory, przemyślenia, T. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s