Antoni Kępiński

16 listopada 1918 roku w Dolinie koło Stanisławowa urodził się Antoni Kępiński. Ks. Józef Tischner wspominał go w pięknych słowach:

„Antoni Kępiński był lekarzem, ale lekarzem od specjalnych chorób, od chorób psychicznych. Wiemy, jakie to są trudne choroby. Nie bardzo wiadomo, gdzie choruje ciało, a gdzie zaczyna się choroba duszy, i nie bardzo wiadomo, od czego zacząć: czy od uleczenia duszy, czy od uleczenia ciała. Historia życia Antoniego Kępińskiego była bardzo ciekawa. Kiedy wybucha wojna, młody student staje w obronie Polski. Potem ucieczka na Węgry. Z Węgier ucieczka dalej. Na granicy francusko-hiszpańskiej dostaje się w ręce hiszpańskiej policji i trafia do obozu Miranda de Ebro. Po dwóch latach ucieka, trafia na Gibraltar. Znamienna historia, ginie wtedy generał Sikorski. Antoni Kępiński jest jednym z tych, którzy podczas pogrzebu w Gibraltarze niosą jego trumnę. Stamtąd podąża do Anglii, do szkoły lotniczej. Uczy się bardzo dobrze, ale pilotem być nie może. Okazuje się, że ma jakąś dziwną przypadłość – potrafi kierować samolotem, ale nie potrafi poradzić sobie z jednym drobiazgiem: nie umie wrócić na właściwe lotnisko. Oczywiście przełożeni decydują, że pilotem być nie może. Wtedy odbywa w Edynburgu studia medyczne.

Wraca do Polski, jest profesorem w Akademii Medycznej w Krakowie, zostaje kierownikiem Kliniki Psychiatrycznej i w tej klinice dzieje się coś dziwnego. Można go było zobaczyć na ulicach Krakowa bardzo wcześnie rano, około szóstej… Widziałem go raz w maju – słońce wschodziło, ja gdzieś biegłem na dworzec, a on niedbale ubrany, w jakimś zmiętym płaszczu, w sandałach o dwa numery za dużych, na bosych nogach, długimi, ciężkimi krokami niedźwiedzia szedł jako pierwszy na swoją klinikę, żeby rozmawiać z chorymi. Twierdził, że aby człowieka wyciągnąć z tego stanu, trzeba co najmniej trzystu godzin osobistej rozmowy. Kępiński te rozmowy prowadził – cierpliwie, spokojnie. Znam ludzi, których wyciągnął z tego stanu skutecznie, że po chorobie nie został nawet ślad. Klinika była dla niego domem. Dla chorych była miejscem rodzinnym. Traktowało się Kępińskiego jak ojca – ojca, który budził ufność, budził zaufanie. Śmiało można powiedzieć, że on tych ludzi jak gdyby drugi raz rodził dla świata, dla zdrowia.

Pod koniec życia tragedia, nieuleczalna choroba, choroba krwi. Żeby go utrzymać przy życiu, trzeba go było dwa razy w tygodniu podłączać do sztucznej nerki.(…) Zaczął się dla niego dramatyczny okres – nie opuszczał praktycznie pokoju w klinice. Cały czas tam był i cały czas przyjmował chorych. Ciągle leczył, a przede wszystkim pisał książki. W ciągu dwóch lat napisał kilka książek – wspaniałych, które się dziś dostaje spod lady… Te książki mówią o ludziach chorych, o sposobie ich leczenia. Przedstawił w nich bardzo ciekawą teorię. Stwierdził, że na te ciężkie choroby zapadają przede wszystkim ci, którzy są wrażliwi. Ktoś, kto jest twardy, kto jest taki, jakby to powiedzieć… chamowaty, to przejdzie przez życie, stratuje, rozepcha się łokciami, nie będą go gnębić wyrzuty sumienia. Natomiast ci wrażliwi, delikatni nie wytrzymują. I dlatego jego książki są także wielkim oskarżeniem zdrowia, wielkim oskarżeniem świata, w którym żyjemy, wielkim oskarżeniem tych warunków, tego jakiegoś… no, trudno tutaj używać takich słów, ale przecież nie da się tego inaczej nazwać: chamstwa, z którym się spotykamy na każdym kroku, tej walki człowieka z człowiekiem. Piękne, głębokie, mądre książki.  (…)

Z Antonim Kępińskim spotkałem się jeszcze raz. Było to na dwa albo trzy dni przed jego śmiercią. Był na klinice, w swoim szpitalu i muszę przyznać, że mi pomógł w pewnej sprawie, bardzo prostej. Ja się po prostu bałem chodzić do chorych. Bałem się, bo mi się wydawało, że ja nie umiem im nic powiedzieć. No, ja jestem na ogół człowiek zdrowy, największe moje choroby to katar i grypa, i nie mogę ścierpieć, jak dwa albo trzy dni w łóżku leżę. Co ja mogę powiedzieć choremu? Jak ktoś nie przeżył, to lepiej niech nie gada. Jak trzeba było do chorego, to chętniej wysyłałem kolegów niż szedłem sam. Trochę się wymigiwałem. I do Kępińskiego też się tak troszeczkę bałem, bo sobie myślę: no, wyjdę na głupiego, bo co ja mu powiem? To jest przecież taki ogrom cierpienia. No, cokolwiek bym mu powiedział, to przecież on i tak jest mądrzejszy od nas wszystkich. Ale kiedy wszedłem do niego, on się tak ogromnie ucieszył – jeszcze nic nie powiedziałem, a on się już cieszył… – i powiedział: – Bo wiesz co… Bo ty masz taką uzdrawiającą gębę.  I to mnie podbudowało na duchu, bo pomyślałem sobie, że już teraz nie muszę nic mówić, bylebym gębę pokazał, to już jakoś będzie. I muszę powiedzieć, że po tym przypadku z Kępińskim jakoś mam większą odwagę pójść do chorego. Zrozumiałem, że nie potrzebuję mówić, że temu choremu nie słów potrzeba, ale obecności.”

Źródło:   http://www2.tygodnik.com.pl/wydarzenia/dni-tischner/dni10.php

Bułat Okudżawa  Piosenka o otwartych drzwiach…


 
Gdy zamieć wyje niczym wilk,
gdy w nocy mróz uderza,
nie zamykajcie, proszę, drzwi,
otwórzcie je na ścieżaj…
 
I kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi – nie przetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte.
 
Niech inni myślą: cud się stał,
A to nie cud bynajmniej!
Od żaru serca sosny żar niech
w piecu raz się zajmie…
 
I niechaj ciepło w ścianach tkwi,
niech noc się wyda krótka…
Nie warte funta kłaków drzwi,
marnego grosza – kłódka.

 „Nie ma pacjenta, jest człowiek” – audycja o Antonim Kępińskim

Książki Antoniego Kępińskiego:

  • Psychopatologia nerwic
  • Melancholia
  • Rytm życia
  • Schizofrenia
  • Z psychopatologii życia seksualnego
  • Lęk
  • Poznanie chorego
  • Refleksje oświęcimskie

Informacje o Poradnia on-line

profesjonalna pomoc psychologiczna
Ten wpis został opublikowany w kategorii bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s