w tym samym klimacie :)

Apteczka muzyczna

„W sławnej amerykańskiej akademii muzycznej znawcy muzykoterapii opracowali podręczną apteczkę muzyczną. Oto jej zestaw lekarstw:

  • na polepszenie nastroju: Duet Kotów Joachima Rossiniego,
  • na odchudzanie: Taniec szkieletów Kamila Saint – Saënsa,
  • na ukojenie nerwów: Lot trzmiela Michaiła Rimskiego – Korsakowa,
  • przed wizytą u teściowej: Człowiek, którego kocham George`a Gershwina,
  • na rozładowanie wściekłości: Taniec z szablami Arama Chaczaturiana,
  • na dodanie odwagi: samodzielne gwizdanie Marsza torreadora z opery Carmen Georges`a Bizeta,
  • na zwód miłosny: Symfonia fantastyczna Hektora Berlioza,
  • zamiast urlopu wypoczynkowego: Lato z Czterech pór roku Antonia Vivaldiego,
  • na ożywienie nastroju: Bolero Maurycego Ravela, po przedawkowaniu jako antidotum Aria na strunie G Jana Sebastiana Bacha,
  • na złą przemianę materii: Tańce węgierskie Jana Brahmsa przeplatane piosenkami zespołu The Beatles.”

Źródło: Roman Tokarczyk, Antologia anegdoty akademickiej

Informacje o Poradnia on-line

profesjonalna pomoc psychologiczna
Ten wpis został opublikowany w kategorii bez kategorii, T. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „w tym samym klimacie :)

  1. Anonim pisze:

    cudne!!!!!!!! nastrój poprawiony, koty muzykalnie odlotowe, obiecuję, że jeszcze skorzystam z apteczki, to naprawdę działa, pozdrawiam

  2. WaszeR Londyński pisze:

    Bardzo lubię czytać coś mądrego, co będąc mi obce, jest podane w przystępny i ciekawy sposób. A jeśli jeszcze odbywa się to między taktami muzyki… Takiej muzyki!
    Beatlesi – celowo tu robię krok w tył i pod ten adres – to melodyka mojej nastoletniości. To szkolne zabawy, pierwsze prywatki, tańczenie w parach. To adaptery i niekoniecznie longplaye, częściej single, a przeważnie tłoczone rzemieślniczym sumptem pocztówki, ze wszystkimi ich szumami, trzaskami i nierzadko przeskokami na zarysowaniach. Mój number one tamtych czasów i od tamtych czasów do dziś to Paula McCartneya Another Day – coś niesamowitego! – rozpływam się w przestrzeni, gdy tego słucham, nie istnieję nigdzie przez kilka chwil. To działa już tyle lat…

    Dziękuję i proszę: tak trzymać!

    Na do widzenia, a raczej na do poczytania i posłuchania, przesyłam link, który nie musi docelowo pozostać w tym moim komentarzu, a w którym trochę autoreklamy, ale nie ulegając zniesmaczeniu, proszę przerzucić wzrokiem do końca zamieszczony tam materiał. Pozdrawiam ciepło.

    http://studioopinii.pl/artykul/12646-waszer-londynski-idealizm-vs-realizm

    • Dziwnie mi się pisze-cieszę się, ale chyba to jest najbardziej odpowiednie sformułowanie. Z czego się cieszę? że gusty muzyczne mogą połączyć i dać radość słuchania. To co mnie urzeka w tej muzyce, to ponadczasowość i zawarty w prostych tekstach z drugim dnem, jak np. A Day in The Life taki przekaz, który pomimo upływu czasu jest nadal na czasie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s