Julia Hartwig, Piękne siostry

Nie Pamięć jest jedna
Jej siostry są liczne i do siebie niepodobne
wszystkie pracowite i nie znające odpoczynku
Godny uznania jest porządek
według którego najstarsze wciąż rosną
a najmłodsze umierają nim nabiorą sił i ciała
powołując do życia następne
Bo nie natura rządzi rodziną pamięci
i pamięć nie jest obrazem ani nawet odbiciem obrazu
ale jakby osobnym formowaniem i osobną obecnością
Na końcu dane nam jest wspominać już tylko początek
i odległe wegetacje sprzed wygnania z raju

 

Julia Hartwig – 1921-2017

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Gdyby nie mój zawód, wylądowałbym w domu wariatów. Ale pracowałem bez przerwy i praca okazała się zbawienna dla mojego zdrowia. Dlatego nie musiałem przechodzić terapii.

14 lipca jest we Francji świętem narodowym obchodzonym na pamiątkę zdobycia Bastylii przez lud Paryża. 14 lipca 1918 roku w Uppsali w Szwecji urodził się Ingmar Bergman, wybitny reżyser filmowy, autor takich filmów, jak: „Tam gdzie rosną poziomki”, „Sceny z życia małżeńskiego”, „Fanny i Aleksander”,   „Wakacje z Moniką”‚Wieczór kuglarzy”, Milczenie”, „Goście wieczerzy Pańskiej”, „Siódma pieczęć”, „Persona”. Dramat psychologiczny to ulubiony gatunek filmowy reżysera. Jest nim powstała w 1966 roku „Persona”. O czym jest ten film? Jeszcze nie potrafię wyrazić tego jednym słowem. Czarno -biały  z dwoma pierwszoplanowymi postaciami. Dwie kobiety. Elizabeth Vogler i siostra Alma. Pacjentka i pielęgniarka. Pierwsza z nich w trakcie spektaklu, w którym grała rolę Elektry zamilkła i rozejrzała się zdziwiona po sali. Następnego dnia nie pojawiła się w teatrze. Wreszcie trafiła do szpitala psychiatrycznego. Jej milczenie trwa 3 miesiące. Lekarka stwierdza, że jest zdrowa na ciele i umyśle. Wyklucza też histerię.

„Nie myśl że tego nie rozumiem. To beznadziejne marzenie żeby być. Nie stwarzać pozoru ale być. Świadoma każdej chwili. Baczna. I ta przepaść pomiędzy tym kim jesteś dla innych i dla siebie. Zawrót głowy i stałe pragnienie żeby nas zdemaskowano.  Przejrzano na wylot. Zredukowano, a nawet unicestwiono. Każdy ton głosu jest kłamstwem. Każdy gest fałszem. Każdy uśmiech grymasem. Odebrać sobie życie? O nie. To okropne. Tego się nie robi. Ale można znieruchomieć zamilknąć. Przynajmniej się nie kłamie. Można się zamknąć w sobie. Odizolować. Nie trzeba wtedy grać żadnych ról. Pokazywać twarzy. Robić fałszywych gestów. Tak się wydaje, ale rzeczywistość stawia opór. Twoja kryjówka nie jest szczelna. Z zewsząd wsącza się życie. I jesteś zmuszona reagować. Nikt nie pyta czy to prawdziwe czy nie prawdziwe. Czy jesteś zakłamana czy nie. Tylko w teatrze takie pytanie ma sens.  Ale i tam nie bardzo. Rozumiem Cię Elizabeth. Rozumiem twoje milczenie. Twój bezruch. Swój brak woli oprawiłaś w fantastyczny system. Rozumiem i podziwiam.  Powinnaś ciągnąć tę rolę  aż zgrasz ją do końca. Aż przestanie być interesująca. Tak samo stopniowo porzucasz wszystkie inne twoje role.”(lekarka)  

Lekarka wysyła aktorkę w towarzystwie młodej pielęgniarki Almy do swojego domku nad morzem. Elizabeth milczy, za to Alma nie przestaje mówić. Mając przy sobie idalnego słuchacza, stopniowo ujawnia najbardziej intymne fakty ze swojego życia. Snuje rozważania: „Może godząc się na to jacy jesteśmy stajemy się lepsi?”. Przełomem jest moment kiedy czyta list Elizabeth do lekarki, w którym ta dość szczegółowo opisuje ich relację, poddając krytycznej ocenie jej intymne zwierzenia. Od tej pory nic już nie jest takie jak wcześniej. Kilka puzzli, które trudno złożyć w całość. Po pierwsze ” persona”. Według słownika persona to osoba. Inne znaczenie to maska, której używali aktorzy w teatrze antycznym. Według Carla Gustava Junga persona jest maską, którą człowiek nakłada w kontakcie z otoczenie po to by pełnić oczekiwania społeczne. Rola można by rzec. „Persona jest tym czym człowiek w istocie nie jest, czym jest on tylko w mniemaniu własnym i innych ludzi”(C. G. Jung). Po drugie  Elektra. W mitologii greckiej córka Agamemnona i Klitajmestry. Jej matka wraz z kochankiem zamordowała powracającego z wojny o Troję męża. Elektra z bratem Orestesem dokonała po latach zemsty zabijając matkę.  Trzecim puzzlem jest biografia Ingmara Bergmana i doniesienia medialne na temat jego pochodzenia. Rzekomo nie był biologicznym synem swojej matki, czego prawdopodobnie oboje nie byli świadomi. A poniżej krótki film dokumentalny Bergmana  o matce z 1984.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

długie łyżki

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Dziś

Znalezione obrazy dla zapytania puchatek i prosiaczek

– Jaki dziś dzień? – zapytał Puchatek.
– Dziś – odpowiedział Prosiaczek. Na to Puchatek:
– To mój ulubiony dzień.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Poczet wampirów

W czerwcowych Charakterach ciekawy artykuł Ewy Woydyłło o wampirach, psychologicznych wampirach oczywiście.

Każdy wampir działa inaczej, ale wszystkie sprawiają, że czujemy się w kontakcie z nimi źle. 

Szyderca – narusza poczucie własnej wartości, wyczuwa i wydobywa nasze słabości, deprecjonuje osiągnięcia.

Toksyczny – pozbawia nas energii, sam widzi wszystko w czarnych kolorach i zaraża nas swoim pesymizmem. 

Obezwładniacz – potrafi nas zniewolić, oczarować lub zdominować; przy nim czujemy się bezsilni i jak zahipnotyzowani podążamy za nim, nie potrafiąc zerwać.  

Pocieszyciel – na pozór dobry i pomocny, zamęczy nas swą wylewnością, dowodami troski i dobrymi radami. Im bardziej nas uspokaja, tym gorzej się czujemy.

Hipochondryk – okazując cierpienie, wymusza na nas obecność i poświęcenie, współprzeżywamy jego lęk o siebie.

Sierotka – wzbudza poczucie winy, a zarazem oczekuje, że należą mu się specjalne względy i przywileje, bo przecież – jego zdaniem – miał gorzej lub pod górkę”

Ewa Woydyłło,  „Kolekcja trucicieli”, Charaktery 6

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Musimy rozumieć samych siebie i kochać samych siebie, aby widzieć, słuchać, dotykać, dostrzegać i rozumieć innych”

Virginia Satir "We must not allow other people's limited perceptions to define us."Virginia Satir – amerykańska psychoterapeutka zajmująca się głównie terapią rodzin. Autorka książek: Zmieniamy się wraz z rodzinami, Rodzina. Tu powstaje człowiek, Terapia rodziny. Teoria i praktyka. Urodziła się 26 czerwca 1916r w Neillsville w USA. Zmarła 10 września 1988 w Menlo Park.

„Sprawą godną szacunku jest wykorzystanie własnej osoby jako narzędzia terapeutycznego. Aby sprostać temu zadaniu, musimy wciąż pogłębiać nasze człowieczeństwo i naszą dojrzałość. Obcujemy z życiem ludzkim. Według mnie zawodu terapeuty nie można się tak po prostu wyuczyć, jak na przykład zawodu instalatora. Instalator polega na swojej technice. Terapeuci muszą czynić więcej. Rury kanalizacyjnej nie trzeba kochać żeby umieć ją naprawić. Wspólnota istnieje poza wszelkimi metodami, filozofiami czy rodzinno – terapeutycznymi szkołami. Cokolwiek czynimy podczas naszej pracy  z ludźmi mamy tylko jedno medium: nas samych. Kiedy nauczam, moim celem jest głębia terapeuty – bycie człowiekiem. Jesteśmy ludźmi, którzy komunikują się z ludźmi. Musimy rozumieć samych siebie i kochać samych siebie, aby widzieć, słuchać, dotykać, dostrzegać i rozumieć innych”

„Virginia Satir urodziła się na małej farmie w amerykańskim stanie  Wisconsin. Tam spędziła dzieciństwo wśród licznego młodszego rodzeństwa.

Jej przodkowie przybyli z Niemiec. Ojciec pochodził z rodziny rzemieślniczo – rolniczej. Satir opisuje go jako prostego, przystojnego, kontaktowego, uzdolnionego technicznie, ale mało wykształconego mężczyznę. Matka wywodziła się z dystyngowanych mieszczańskich kręgów. Była silną dominującą, odważną i wyjątkowo ambitną osobą, przywiązującą ogromną wagę do wykształcenia dzieci.

Różne pochodzenie i odmienność charakteru była przyczyną istotnych napięć w rodzinie. Ojciec czuł się niekochany przez żonę. Przez jakiś czas  próbował topić problemy w alkoholu. Matka z kolei zarzucała mu brak odpowiedzialności. Oboje byli jednak zbyt dumni, żeby otwarcie mówić o swoich konfliktach przy dzieciach,  a nawet żeby się rozstać. Doprowadziło to do utrzymywania się napiętej atmosfery, na którą wrażliwa Virginia często reagowała chorobą. Przez długie lata miała problemy żołądkowe. Była również podatna na infekcje.

Mimo, że rodzice z całych dzieci wspierali rozwój dzieci, Virginia często cierpiała ponieważ nie mogła zrozumieć napięcia między rodzicami. Sama przyznała, że już w wieku pięciu lat postanowiła zostać swego rodzaju detektywem rodzinnym. Chciała poznać, co naprawdę dzieje się wewnątrz jej rodziny i innych rodzin.

Jako sześcioletnie dziecko zachorowała na zapalenie wyrostka robaczkowego. Jej matka, zdecydowana zwolenniczka Christian Science, z powodów religijnych była przeciwna wszelkiemu koniecznemu leczeniu medycznemu. To przekonanie omal nie kosztowało Virginii życia, ponieważ w jego następstwie  doszło u niej do rozlewu wyrostka. Przeżyła tylko dzięki temu, że ojciec wbrew woli matki zawiózł ją w ostatniej chwili do szpitala. Tam początkowo odmówiono wykonania operacji , ponieważ uznano ją za zmarłą. Dopiero, kiedy ojciec upierał się przy reanimacji i leczeniu, zajęto się nią. Po krytycznych chwilach na oddziale intensywnej terapii uznana za zmarłą Virginia została uratowana.

Po czterech miesiącach Virginię Satir wypisano ze szpitala. Bezpośrednio po tym zachorowała na zapalenie ucha środkowego. Przez prawie dwa lata była głucha. wiele przemawia za tym, że to właśnie doświadczenie chorób uwrażliwiło ją nieświadomie na niewerbalne uczestnictwo w komunikacji między członkami rodzin.

W roku 1927 – Virginia Satir miała akurat 11 lat – matka zdecydowała o rozstaniu z życiem farmerskim. Rodzina przeprowadziła się do Milwaukee w stanie Wisconsin, mieście nad Lake Michigan. Tam znajdowały się najlepsze szkoły.

Satir była bardzo zdolną uczennicą. High School i college ukończyła w rekordowo krótkim czasie. Po skończeniu collegu przez sześć lat pracowała jako nauczycielka. Aby zebrać wiele doświadczeń z ludźmi o odmiennym pochodzeniu, specjalnie uczyła się w pięciu różnych szkołach. Wyrobiła sobie przy tym bardzo wartościowe poglądy na temat specyfiki dzieci białych i czarnych , biednych i bogatych, rodzin z miast i wsi.  Już wtedy starała się włączyć rodzinę w życie szkoły. W tym celu prawie codziennie odprowadzała jednego se swoich uczniów do domu, aby odwiedzić jego rodzinę. Często udawało się jej rozwiązać problemy szkolne dzieci poprzez zwiększenie u rodziców świadomości tego, że wyniki szkolne i atmosfera rodzinna są od siebie zależne. Później te wizyty zaowocowały bardzo produktywnym doświadczeniem podczas terapeutycznego obcowania z rodzinami.”

Przygoda z komunikacją, Wolfgang Walker

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Sen, którego nie objaśniamy, jest jak list, którego nie czytamy. (Talmud)

„Jestem w nieznanym piętrowym domu. To „mój dom”. Znajduję się na piętrze. Jest tutaj coś w rodzaju salonu,  gdzie stoją piękne stare meble w stylu rokokowym. Na ścianach wiszą cenne, stare obrazy. Dziwię się, że ma to być mój dom, myślę sobie:”no nieźle!”. Ale nagle wpada mi do głowy myśl, że przecież nie wiem jak wygląda to, co jest niżej. Schodzę  po schodach na parter. Tutaj wszystko jest starsze; uświadamiam  sobie, że ta część domu pochodzi z XV, a może XVI wieku. Wyposażenie jest średniowieczne, a posadzki z klinkieru. Wszystko pogrążone w lekkim cieniu. Chodzę tak od jednego pomieszczenia do drugiego, myśląc:”Teraz muszę przeszukać cały dom”. Dochodzę do ciężkich drzwi, otwieram. Widzę  kamienne schody, które prowadzą do piwnicy. Schodzę na dół. Docieram do pięknie sklepionego, bardzo starego pomieszczenia. Przyglądam się ścianom – widzę, że między kamieniami, wykorzystanymi jako budulec, leżą pokłady cegieł; zaprawa murarska zawiera ceglane odłamki. Po tym widać, że mury pochodzą z czasów rzymskich. Rozpala to moją ciekawość do maksimum.  Spoglądam na posadzkę z kamiennych płyt. W jednej z  płyt odkrywam pierścień. Kiedy pociągnąłem, płyta się podnosi – przede mną znów schody. Stopnie, które prowadzą w głąb, są bardzo wąskie. Schodzę na dół. Docieram do niskiej niszy skalnej. Gruba warstwa kurzu okrywa kości i szczątki rozbitych naczyń, jak gdyby  pozostałości jakiejś kultury pierwotnej. Odkrywam dwie, prawdopodobnie bardzo stare, w  połowie sypiące się już czaszki ludzkie. Budzę się”

Carl Gustav Jung,”Wspomnienia sny myśli”

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Matka jest ciepłem, jest pokarmem, matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa” (Erich Fromm)

Pewna szalona matka uwiła tej wiosny  na moim balkonie gniazdo. Zniosła jaja i wysiadywała je przez jakiś czas, a że wiosna w tym roku taka jakaś mało wiosenna bywała więc nie zauważyłam nieproszonych lokatorów. Pierwszy pisklak wykluł się chyba zbyt wcześnie. Dość długo jego żółte, martwe ciało leżało obok matki wysiadującej drugie jajo. Drugi pisklak jest już stosunkowo duży, przez większość czasu jest sam, skulony gdzieś w rogu. Czasem zaglądam do niego, sprawdzam czy żyje. Martwią mnie  długie nieobecności jego matki. Kiedy wraca uspokajam się. Mały wychodzi z kąta, staje za jej plecami, rozkłada skrzydła i wymachuje nimi w powietrzu. Przygotowania do odlotu! Mam nadzieję, bo chciałabym odzyskać balkon. Od przynajmniej dwóch dni nie widziałam jego matki, postanowiłam więc rzucić maleństwu jakieś okruchy, nie skontrolowałam niestety mojego psa, który kocha wszelkie ptactwo wielką, nieodwzajemnioną miłością i o mały włos nie doszło do tragedii. Na szczęście mały zatrzymał się na krawędzi balkonu, prężąc pierś i wrzeszcząc w niebogłosy. I nie wiem czy odkrył w tym momencie swój głos, czy też pod wpływem doznanego szoku siedział tak i piszczał, co jakiś czas, jak sądzę wzywając matkę. No bo kogo?

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Eurowizja 2017

Pewnego dnia, gdy ktoś spyta o mnie
Powiedz, że żyłem by cię kochać
Przed tobą tylko egzystowałem
Zmęczony i nie mający nic do zaoferowania….

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Żyje­my w stałych przeb­ra­niach, mas­kach, świecie sym­bo­li. Zaw­sze słowo i czyn znaczą coś więcej niż nasza świado­ma intencja.”Zygmunt Freud

Freud porównał psychikę do góry lodowej, której niewielka część wystaje ponad powierzchnię wody. To świadomość. Znacznie większa część góry ukryta jest pod powierzchnią. To sfera nieświadomości. Popędy, namiętności, wyparte uczucia i myśli. Niewidoczne pokłady siły witalnej, które wywierają wpływ na świadome myśli, uczucia i czyny.

„Przypuśćmy, że tu, na tej sali, znajduje się osoba, która mi przeszkadza i odwraca uwagę od mojego wykładu, śmiejąc się, rozmawiając i szurając stopami. Ja mówię, że w takich warunkach nie mogę kontynuować, a wówczas kilku silnych panów wstaje i po krótkiej walce wyrzuca zakłócającego spokój. Zostaje on więc „wyparty”, a ja mogę kontynuować wykład. Aby sytuacja się nie powtórzyła, panowie, którzy usłuchali mej prośby, przestawiają swe krzesła bliżej drzwi i tam zasiadają tworząc „zaporę”. Jeśli teraz przyjmiecie te dwie lokalizacje jako „świadomość” i „nieświadomość”, otrzymacie całkiem niezłą ilustrację procesu wypierania.” Zygmunt Freud , wykład o psychoanalizie, USA, 1909.

Dziś przypada 161 rocznica urodzin twórcy psychoanalizy – Zygmunta Freuda.  6 maja 1856 roku w Příbor  na Morawach, w dzisiejszych Czechach rodzi się Sigismund Szlomo Frud. Jego ojciec Jakob ma wtedy 40 lat, matka Amalie 20.  Przez  80 lat mieszka w Wiedniu, w tym przez blisko 50 pod  adresem Berggasse 19 1090 Wien, gdzie obecnie znajduje się muzeum jego pamięci. Przez 8 lat studiuje medycynę w Szkole Medycznej Uniwersytetu Wiedeńskiego. Przez rok uczy się hipnozy u Jeana Charcota w Paryżu. W 1886r zawiera małżeństwo z Marthą Bernays. Mają 6 dzieci. Żyje 83 lata, umiera 23 września 1939 roku w Londynie. Jego najważniejsze prace:

  • Objaśnianie marzeń sennych
  • Psychopatologia życia codziennego
  • Trzy rozprawy z teorii seksualnej
  • Dowcip i jego stosunek do nieświadomości
  • Totem i Tabu
  • Wstęp do psychoanalizy
  • Ego i id
  • Kultura jako źródło cierpień
  • Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Krajobraz po…..

Wczoraj wracając z pracy autobusem przysłuchiwałam się rozmowie dwóch panów w wieku 89 i 80 lat, którzy przeszukiwali  pamięć w poszukiwaniu podobnych do aktualnych zdarzeń. Ponoć w 50 był taki atak zimy, że cała wieś się zeszła żeby odśnieżyć drogę. Ludzie wydrążyli w śniegu korytarze na głębokość 2 metrów.(!)  Dziś w parku nad miejscowym Bałtykiem zobaczyłam krajobraz jak po bitwie. Cisza. Żadnych drwali, którzy jeszcze do niedawna wycinali, co się pod piłę nawinęło. Jakby się wszyscy schowali przed gniewem matki natury.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Od końca, Jan Twardowski

Zacznij od Zmartwychwstania
od pustego grobu
od Matki Boskiej Radosnej
wtedy nawet krzyż ucieszy
jak perkoz dwuczuby na wiosnę
anioł sam wytłumaczy jak trzeba
choć doktoratu z teologii nie ma
grzech ciężki staje się lekki
gdy się jak świntuch rozpłacze
– nie róbcie beksy ze mnie
mówi Matka Boska
to kiedyś
teraz inaczej
zacznij od pustego grobu
od słońca
ewangelie czyta się jak hebrajskie litery
od końca

Jan Twardowski

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Jolande Jacobi

jacobi„Gdyby człowiek potrafił to zrozumieć, gdyby poznał panujące w jego psyche ciemne siły i wyciągnął z tego konieczne wnioski, mógłby okiełznać owe siły przez ich organiczne wbudowanie w swoją psyche, tak że nie stawałby się już nigdy więcej ich igraszką. Nie byłby już w tłumie drapieżnym zwierzęciem, lecz uczyniłby krok na drodze do rzeczywistego tworzenia kultury. Bo dopóki człowiek nie uporządkuje swego wnętrza, zawsze będzie tylko powolną ofiarą, posłusznym sługą, a nigdy wolnym członkiem społeczności. Każda zbiorowość, każdy naród odzwierciedla psychiczny stan tworzących go indywidualności, w przekroju i w powiększeniu, w swoich działaniach odsłania on głębie i wyżyny duszy każdego z osobna w jego historiotwórczym działaniu. Kto jednak odważnie wkroczy na „drogę ku wnętrzu” i pokonując jej niebezpieczeństwa mężnie idzie po niej do końca, ten może także bez obaw podjąć „drogę na zewnątrz”, w świat zewnętrznej rzeczywistości. Sprosta wymaganiom życia w zbiorowości wśród masy narzędzi służących do opanowania przyrody, nie zagubi się już w labiryncie zewnętrznej drogi ani nie zatonie w bezimiennym tłumie lecz zarówno w świecie wewnętrznym, jak i zewnętrznym  ocali niepowtarzalną wartość swojej osobowości.” (Jolande Jacobi, Psychologia C.G.Junga)

Czytam, nie po raz pierwszy, książkę Jolande Jacobi na temat psychologii jungowskiej.  Nie znajduję zbyt wiele informacji  o autorce, oddaję więc głos  Frankowi McLynn, który w biografii Carla Gustava Junga tak ją charakteryzuje:

„Kolejną muszkieterką była bogata węgierska Żydówka, Jolande Jacobi, która później przeszła na katolicyzm, a po raz pierwszy zetknęła się z Jungiem w Kulturbund w Wiedniu w 1927 roku. Od razu zrobiła na nim wrażenie, ponieważ potrafiła z pamięci napisać wszystkie sześćdziesiąt cztery heksagramy I Ching. W 1934 roku, w wieku czterdziestu czterech lat została wykwalifikowaną analityczką jungowską, a jej erudycja, witalność i nieposkromiona ekstrawertyczna energia robiły wrażenie na wszystkich. Wkrótce jednak zyskała niepochlebną reputację osoby zakłócającej spokój i stała się w sferach jungowskich wybitnie nie lubiana. Agresywna, rzutka i dynamiczna, osiągająca własne cele i sprawnie forsująca własne opinie na zebraniach, Jacobi jako ekstrawertyczka, była bardzo nie lubiana przez przeważnie introwertyczne walkirie. Krytycy mówili, że przypominała Toni Wolff, ponieważ nigdy nie miała czasu dla kobiet, które często doświadczały jej ciętego języka, a bałamuciła i wdzięczyła się do mężczyzn. Być może to właśnie było przyczyną tego, że jedyną kobietą, z którą miała dobre stosunki, była Toni Wolff, którą darzyła prawdziwym szacunkiem.  Z samym Jungiem łączył ją głośny i burzliwy związek. na przykład pewnego razu zdenerwował się na nią i zrzucił ze schodów. Jacobi stanowiła temat wielu zabawnych opowieści. Miała zwyczaj, prowadząc sesje terapeutyczne energicznie chodzić po pokoju. Powiadano, że właściciela kamienicy czynszowej, w której mieszkała, zmęczył stały odgłos kroków, wytoczył więc jej sprawę o zakłócanie ciszy nocnej. Sędzia wydał salomonowy wyrok, że może chodzić po pokoju od 8 rano do 10 wieczorem, ale w nocy jej tego robić nie wolno.”

Jolande Jacobi urodziła się 25 marca 1890 r w Budapeszcie, zmarła 1 kwietnia 1973 r w Zurychu.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

i nagle wiosna

Ptaki oszalały…
Na piersi młodych brzóz kładły rogi jelenie,
Nieba łaknące zieleni,
Chrapy spocone im drżały,

Tryskały z drzew liście i soki,
Pijane chodziły zwierzęta i obłoki.

Na wyrębach pod słońcem dziwy – mgły liliowe.

Aż trzaskały z zachwytu kory po gąszczach zdrowe.

Jerzy Liebert, Wiosna

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

   

Nalewająca mleko obraz Jana Vermeera

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

Wisława Szymborska

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nauczono nas wstydzić się swoich pragnień. Zapuszczamy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą. Nieważne, gdzie jesteśmy, ten cień ma nieodmiennie cztery łapy ”

Clarisa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Zawodowiec 2017

zawodowiecOd 13 do 17 marca w Hali Sportowej Częstochowa przy ul. Żużlowej odbędą się Częstochowskie Targi Szkolne ,,Zawodowiec 2017”. Ich głównym celem jest promocja i zmiana wizerunku szkolnictwa zawodowego i technicznego wśród młodzieży i rodziców.
Zapraszamy  na stoisko Centrum Informacji Zawodowej!
Każdy będzie mógł:
  • porozmawiać z doradcą zawodu,
  • skonsultować swój wybór,
  • uzyskać informację o sieci szkół,
  • uzyskać informacje o nauczanych zawodach, rekrutacji, rynku pracy.
Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

W żaden sposób nie jesteśmy oddzieleni od tego świata.

„Czasami nie dostrzegamy, że tak naprawdę jesteśmy częścią świata, nie jesteśmy w żaden sposób od niego oddzieleni. Wydaje nam się, że patrzymy na świat, ale może jest właśnie tak, że to my jesteśmy oczami świata, i to w nas przegląda się świat, odkrywając własne możliwości. W żaden sposób nie jesteśmy oddzieleni od tego świata. Jesteśmy nim. Niszcząc, nadmiernie eksploatując świat, tak naprawdę niszczymy samych siebie.”

(Marek Kamiński)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

natura lansuje skarpety

20170202_103740 20170128_144245 20170202_1107251

 

 

 

białe lub zielone, długość dowolna, Adam Ziemianin napisała nawet o nich wiersz.

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

bez-tytulu1

Całunem śniegu przysypany, biały
Park w szarą ciszę pogrążył się cały
I z jakichś głuchych tęsknot się spowiada.
Drzew nagich długa ciemna kolumnada
Wije się sennie i w dali gdzieś ginie,
Wije się cicho po białej równinie
I biegną ławki aleją szeregiem,
Samotne, puste, ubielone śniegiem.

Staff Leopold, Zima

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz