Alfred Adler

„Alfred Adler urodził się w lutym 1870 roku na odległym przedmieściu Wiednia i w obrębie tego miasta przebiegło jego dzieciństwo i młodość. Tak jak i Freud czuł się przede wszystkim wiedeńczykiem. Ojciec zajmował się handlem zbożem z bardzo nierównym powodzeniem. Rodzina Adlerów pochodziła z Węgier, nie była zżyta ze społecznością żydowską Wiednia, a sam Alfred w 1905 roku przeszedł na protestantyzm chcąc, jak sądzą biografowie, uzyskać szerszy społeczny układ odniesienia. Był drugim dzieckiem w rodzinie, w której łącznie było sześcioro dzieci. Jest to informacja ważna ze względu na to, że w jego teorii kolejność urodzenia stanowi istotny czynnik formujący osobowość. W dzieciństwie chorowity, pozostawał w cieniu starszego, bardziej sprawnego brata, a następnie był zaniedbywany wychowawczo w porównaniu z czwórką młodszego rodzeństwa. Pisze o sobie, że wychowywał się na ulicy, z tym wiąże swoje późniejsze sympatie polityczne i tym chyba można wytłumaczyć jego niewątpliwą awersję do tak zwanych „dzieci rozpieszczonych”, które samym faktem istnienia zdobywały opiekę i miłość rodziców. Poza tym był niedużego wzrostu, korpulentny z wadą wzroku. Jednakże zmienne koleje materialnego losu rodziny sprawiły, że to on, a nie brat mógł podjąć studia. Były to studia lekarskie, w owych czasach bardzo popularne i, jak wynika z niektórych danych, niemal przypisane Żydom, którzy chcieli uzyskać wyższy status społeczny, gdyż mogli wybierać tylko między medycyną, a prawem.

Na studiach nie wyróżniał się, ale był wyraźnie zaangażowany w działalność lewicową. W tych kołach poznał swoją przyszłą żonę urodzoną w Rosji, o bardziej od niego radykalnych poglądach i emancypantkę. Stąd jego zaangażowanie w sprawy równouprawnienia kobiet, jakkolwiek – jak wspomina jeden z jego biografów- łatwiej jest walczyć o emancypację kobiet, niż żyć z wyemancypowaną kobietą. Oboje prowadzili dosyć otwarty dom, w którym bywały takie postacie, jak Trocki i Joffe.

Jako lekarz zaczął od okulistyki i po krótkim okresie pracy jako internista zajął się chorobami nerwowymi uzyskując dobrą reputację. Wcześnie też opublikował swoją pierwszą pracę, którą poświęcił  czynnikom społecznym  w patogenezie chorób. W tej sytuacji nie jest jasne, jak doszło do zbliżenia z Frudem. Faktem jest, że nastąpiło to szybko. Freud wysoko cenił młodszego kolegę i jakkolwiek różnili się w wielu poglądach, widział w nim swego następcę aż do czasu pojawienia się Carla Gustava Junga. Biograf i przyjaciel Freuda Ernest Jones, wyraża się o Adlerze wyłącznie negatywnie, charakteryzując go jako osobnika nieustannie oscylującego pomiędzy posępnością a drażliwością. Był on jakoby bardzo ambitny i wykłócał się o prymat swoich idei. Dopiero po latach sukcesów miał stać się łagodny i dobrotliwy. Sam Freud jednakże w liście do Ferencziego pisze, że postawił Adlera na czele swojego ruchu  „ponieważ przede wszystkim jest to jedyna tutaj osobowość, a na tym stanowisku będzie on czuł się zobowiązany do obrony naszych wspólnych pozycji (3.04.1910 r.)”.

Jest zrozumiałe, że niezależnie od prywatnych ambicji Adler musiał mieć znaczne opory poznawcze wobec doktryny Freuda. Jego pogląd na człowieka był zdecydowanie związany z paradygmatem dominacji uwarunkowań społecznych nad biologicznymi. Nie mógł pogodzić się z koncepcją wiodącej roli libido w kształtowaniu się i funkcjonowaniu osobowości. Wynikało z niej, że przecież wrodzony, właściwy wszystkim ludziom czynnik biologiczny kształtuje jednakowo ich funkcjonowanie, przeciwstawiając ich wrogiej im kulturze, bez której nie mogą istnieć i z którą muszą walczyć.

Dla Adlera natomiast było oczywiste, że każdy człowiek determinowany jest indywidualnie, gdyż różne są warunki społeczne, w których ludzie wzrastają i w których funkcjonują. Opozycja wobec Freuda dotyczyła więc kluczowej części jego teorii i na tym gruncie negocjacje, nawet gdyby były teoretycznie możliwe, były wykluczone psychologicznie.  Wydaje się nawet, że ten drugi powód, właśnie niemożność współistnienia obok siebie zbyt silnych indywidualności, był bardziej istotnym powodem rozstania niż rozbieżności konceptualne. Sam Alfred Adler pisze o tym następująco: „Freud i jego uczniowie niezmiernie lubią określać mnie w sposób niezaprzeczalnie chełpliwy jako ucznia Freuda, ponieważ bardzo wiele ścierałem się z nim w pewnym kole psychologicznym, nigdy natomiast nie byłem na żadnym jego wykładzie dla uczniów. Gdy owe koło miano zaprzysiąc na wierność dla poglądów Freuda, byłem pierwszym, który z niego wystąpił(…). Przykro mi, że rozwój psychologii indywidualnej i jej niezaprzeczalny wpływ na rozwój psychoanalizy odczuwają tak tak dotkliwie. Wiem jednak, jak trudno jest zadowolić poglądy rozpieszczonych dzieci”. Nie jest to zbyt ścisłe, gdy się zważy rolę, jaką Adler pełnił w ruchu psychoanalitycznym Freuda, i to, że był pilnym słuchaczem jego pierwszych wykładów.”

Kazimierz Obuchowski

Reklamy
Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

empatia

Według Słownika Języka Polskiego jest to umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby. Ta definicja rodzi pytanie: czy tylko my ludzie mamy taką umiejętność? Kolejne pytanie, które się nasuwa: czy chodzi o umiejętność, czy cechę? Z umiejętności można, ale nie trzeba korzystać. Inaczej mówiąc czy empatia podlega naszej woli? Na ostatnim spotkaniu Akademii Rodzica rozgorzała dyskusja  na temat rozmowy z kimś pogrążonym w smutku. Pocieszać? A jeśli tak, to jak? I komu tak naprawdę pomagamy pocieszając, drugiemu czy sobie? Pytania. Poniżej fragment filmu „W głowie się nie mieści”, który ktoś zatytułował „empatia”.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„(…)dla niego wewnętrzne wydarzenia, takie jak wizje lub sny, były rzeczywistością – tak realną jak to, co nazywamy rzeczywistością zewnętrzną.”

„Kiedy pierwszy raz spotkałam Junga, objaśnił mi przypadek kobiety, która miała wizję i podał interpretację tej wizji. To mnie zaszokowało, gdyż nagle zdałam sobie sprawę, że dla niego wewnętrzne wydarzenia, takie jak wizje lub sny, były rzeczywistością – tak realną jak to, co nazywamy rzeczywistością zewnętrzną. To było wielkie objawienie. Potem przeczytałam książki Junga i zobaczyłam jak wielkie znaczenie przywiązuje do snów. Poczułam wówczas, że jeśli sama nie poddam się analizie, nigdy nie będę mogła stwierdzić czy to, co Jung mówi jest prawdziwe, czy nie, słuszne, czy niesłuszne. Tak więc zebrałam całą swoją odwagę i zapytałam go czy mogę przejść u niego analizę, a on się zgodził. odtąd interpretacja każdego snu była objawieniem.” (Ścieżki snów, Marie-Louise von Franz)

 Marie-Louise von Franz, szwajcarska psychoanalityczka, urodzona 4 stycznia 1915 roku w Monachium. Jest autorką między innymi książki „Ścieżki snów”.  Jej ojciec Erwin Gottfried von Franz był Austriakiem, matka Margret z domu Schoen Niemką. W 1919 roku jej rodzina przeniosła się do Rheineck w kantonie St. Gallen w Szwajcarii. Latem 1933 roku, w wieku 18 lat, po raz pierwszy spotkała  w Bollingen C. G. Junga. Jesienią tegoż roku rozpoczęła studia z filologii klasycznej, łaciny i greki na Uniwersytecie w Zurychu.  W 1934 rozpoczęła własną analizę u Carla Gustava Junga, która przerodziła się w trwającą do jego śmierci w 1961 roku, współpracę. Przez wiele lat była wykładowcą i analitykiem treningowym w Instytucie C.G Junga w Zurychu. Pracowała między innymi nad symboliką baśni, symboliką i psychologią alchemiczną, symboliką Świętego Graala, interpretacją snów. Na język polski zostały przetłumaczone jej 4 książki: Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii, Ścieżki snów, Wróżenie a zjawisko synchroniczności, Legenda graalowa w perspektywie psychologicznej (Emma Jung, Marie Loise von Franz). W 1939 roku otrzymała obywatelstwo szwajcarskie. Zmarła  17 lutego 1998 r. w Küsnacht k. Zurychu.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Boże Narodzenie 2018

„Dziecko się rodzi, dzwoni mróz i biała noc zatacza zimie wysłany sianem nieba wóz. Jakie ci, synku, podam imię?”

                      (Tadeusz Nowak)

 

Joyeux Noёl!

Merry Christmas!

Feliz Navidad!

Frohe Weihnachten!

Tanti auguri di Buon Natale!

Veselé Vánoce!

Veseloho Vam Rizdva!

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

skrypt życiowy: uszczęśliwić innych

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Taka szkoła….

Jest w Częstochowie technikum, w którym 50% uczniów klasy I stanowi młodzież z Ukrainy. Dacie wiarę? 50%. Przyszli do tej szkoły, jak mówią, bo tak! Uczą się grafiki komputerowej. Można wznosić pomniki, obchodzić uroczyście ważne daty i dużo mówić o trudnej polsko – ukraińskiej historii. Coś mi się wydaje, że takie działania pogłębiają istniejące podziały. Można też tworzyć historię dziś. Klasa w połowie złożona z Polaków, w połowie z Ukraińców. Most w przyszłość. Odrobinę smutku rodzi się we mnie na myśl o odległości dzielącej Częstochowę od rodzinnych domów tych 15 i 16 latków. Generalnie jestem pod ogromnym wrażeniem tego przedsięwzięcia. Trzymam kciuki.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Maria Orwid 23 lipca 1930 – 9 lutego 2009

fragment wspomnienia o Marii Orwid autorstwa Barbary Józefik

„(…) Była uczennicą, a później współpracownicą profesora Antoniego Kępińskiego, którego wizja człowieka wywarła ogromny wpływ na rozwój krakowskiej psychoterapii. Pod jego kierunkiem wzięła udział w 1957 r. w pionierskich badaniach nad traumą poobozową u byłych więźniów KL Auschwitz. Problematyce obozowej poświęciła swoją pracę doktorską. Pod koniec lat osiemdziesiątych zainicjowała badania ocalałych z Holokaustu, które prowadziła wraz zespołem, a następnie stworzyła pierwszy w Polsce program terapeutyczny dla ocalałych z Holokaustu i ich dzieci. 

Jednocześnie przez całe swoje zawodowe życie rozwijała psychiatrię młodzieżową,
propagując zintegrowany nowoczesny model leczenia oparty na społeczności terapeutycznej, psychoterapii i terapii rodzin. Była założycielką i kierownikiem Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, którą kierowała do 2000 r., kiedy przeszła na emeryturę.
Była nauczycielką wielu pokoleń studentów, psychiatrów i psychoterapeutów, promotorką licznych prac doktorskich, autorką ponad 160 publikacji naukowych. Nie do przecenienia jest jej wpływ na rozwój psychoterapii, a szczególnie terapii rodzin, w Polsce.

Była wspaniałym ambasadorem polskich psychoterapeutów, jej prezentacje na konferencjach międzynarodowych, wypowiedzi w dyskusjach panelowych budziły uznanie i szacunek. Efektem były kontakty, jakie Marysia utrzymywała z wybitnymi światowymi terapeutami rodzinnymi, w tym z twórcami terapii rodzin. Warto tutaj choćby wymienić Lymana Wynne’a, Helma Stierlina, Yrjo O. Alanena, Mony Elkaima, z którymi łączyła ją osobista przyjaźń. Dzięki jej aktywności i zaangażowaniu ci wybitni terapeuci przyjeżdżali do Polski, do Krakowa ze swoimi wykładami i warsztatami, umożliwiając młodszym kolegom uczenie się od mistrzów. Jej aktywność na forum międzynarodowym wyrażała się także jej znaczącą rolą w założeniu International Family Therapy Association IFTA i European Family Therapy Association (EFTA) oraz organizowaniu wielu konferencji naukowych i sympozjów, w tym — światowego kongresu terapii rodzin, który odbył się w Krakowie w 1990 roku.

Była współzałożycielką i honorowym prezydentem Polsko-Izraelskiego Towarzystwa
Zdrowia Psychicznego, które podjęło wysiłek konfrontacji z bolesnymi aspektami
wspólnej polsko-żydowskiej historii. Była Żydówką i Polką i ta podwójna tożsamość
dawała jej możliwość widzenia spraw z podwójnej perspektywy, co wzbogacało dyskurs
i pozwalało unikać uproszczeń w podejściu do kwestii trudnych. Była bardzo dumna
zarówno ze swojej żydowskiej tożsamości, jak i polskiej tradycji i mitów, z którymi się
identyfikowała. Była także bardzo głęboko zaangażowana w dialog polsko-niemiecki
i była dla wszystkich bardzo ważnym uczestnikiem tego dialogu. Wyrazem docenienia
jej wkładu w dialog polsko-niemiecki było przyznanie jej przez prezydenta Federalnej
Republiki Niemiec Medalu Zasługi.

Niezwykle ważna była jej rola w polskim środowisku – warto przypomnieć, że była
współzałożycielką Sekcji Psychoterapii i Sekcji Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego.(…)”

Barbara Józefik

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Szczęście jest tak bardzo blisko…

Obrazek | Opublikowano by | 1 komentarz

:)

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

miało się wrażenie, że jest w permanentnym dialogu ze sobą (Piotr Drozdowski)

Boguchwał Franciszek Winid – psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii. Urodził się 22 maja 1925 roku w Poznaniu. W związku z podjęciem pracy przez ojca, Walentego Winida w Wyższej Szkole Ekonomicznej, rodzina przeprowadziła się do Krakowa. W 1940 roku Walenty Winid, jako pracownik wyższej uczelni został aresztowany i wywieziony do Auschwitz, gzie zmarł w styczniu 1945 roku. Boguchwał Winid ukończył dwie klasy gimnazjum ogólnokształcącego, a w okresie okupacji uczęszczał do technikum chemicznego, pracując jednocześnie w Zakładach Sodowych „Solway” w Krakowie. Po maturze w 1945 roku został przyjęty na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagielońskiego. W 1951 roku uzyskał dyplom lekarza. Do 1 971 roku pracował w Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Krakowie. W 1960 roku wyjechał na staż do Sanów Zjednoczonych. Odbył tam szkolenie  z psychoanalitycznej psychoterapii indywidualnej u Gustawa Bychowskiego. Napisał rozprawę doktorską na temat „Odruch orientacyjny w osłupieniu katatonicznym” oraz rozprawę habilitacyjna pt. „Nerwica natręctw. Psychopatologia i psychoterapia”. W 1971 roku został oddelegowany do pracy w zespole nauczania klinicznego Akademii Medycznej w Kielcach. Zmarł 4 kwietnia 2003 w Krakowie.

„Był moim pierwszym lekarzem w czasach, kiedy odróżnić, co było we mnie chorobą, a co nie (naturalnie już po psychozie) było dla nas obojga niezwykle karkołomne. Szalały wtedy w moim sercu uczucia tak trudne, że nazwać ich było nie sposób.  Jednak każdą rozmowę z Doktorem pamiętam jako nadzwyczajną ucztę duchową. Nieważne, że nie rozwiązaliśmy niczego. Potem bezradny Doktor przyszedł do mojego domu, kiedy już trzeba było znowu do szpitala i podając mi leki z pytaniem (bezradnym właśnie) „co wolę – fenactil czy haloperidol”, płakał siedząc na brzegu mojego łóżka, z którego właśnie odfruwałam. Niezwykłe kiedy lekarz płacze. I znowu kiedy złe przeszło pobiegłam do niego z radością, a radość ta była wielka i wspólna. Dobry człowiek – doktor Winid. Znak na ziemi (podobnie jak Jasia), że Pan Bóg nie opuszcza ludzi.”

Małgorzata Misiewicz, „Dla nas” 2006, nr 6

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Abraham Maslow, Kompleks Jonasza

„Jak to się dzieje, że wszyscy rodzimy się z nieograniczonym potencjałem, a zaledwie garstce ludzi udaje się go zrealizować? Jednym z powodów jest opisany przez Maslowa kompleks Jonasza. Biblijny Jonasz był bojaźliwym kupcem, który starał się oprzeć boskiemu wezwaniu do podjęcia ważnej misji. Kompleks ten w ujęciu Maslowa odnosi się do ” obawy przed własną wielkością”, czyli do unikania prawdziwego przeznaczenia czy powołania.

Maslow zauważył, że lękamy się najlepszego równie mocno, jak najgorszego. Być może posiadania życiowej misji jest zbyt  przerażające, więc zamiast tego podejmujemy szereg prac tylko po to, by się utrzymać. Każdy przeżywa momenty doskonałości, w których uwidacznia się prawdziwy potencjał, gdy wiemy, że jesteśmy wielcy. „A jednocześnie ciarki nam przechodzą po plecach z powodu słabości , respektu i strachu przed tymi możliwościami” – napisał Maslow.

Maslow lubił zadawać studentom pytania typu: „Który z was zamierza być prezydentem?” lub” Który z was zostanie autorytetem moralnym, jak Albert Schweitzer?”. Gdy studenci czerwienili się lub spuszczali głowy w zakłopotaniu, Maslow dodawał: „Jak nie wy, to kto?” Wszyscy słuchacze byli przyszłymi psychologami, Maslow jednak pytał, czy jest sens uczyć się, by zostać byle jakim psychologiem. Robiąc tylko tyle ile trzeba, by być kompetentnym realizujemy receptę na dogłębne nieszczęście, odcinamy się od własnych możliwości i zdolności.  Maslow przypomniał Nietzscheańskie prawo wiecznego powrotu: życie, które przeżywamy musi być przeżyte znowu i znowu, wiecznie, jak w filmie Dzień Świstaka. Jeśli zaczniemy żyć mając na uwadze to prawo, będziemy robić tylko to, co jest naprawdę ważne.

Sugestia Maslowa była następująca: musimy umieć  równoważyć wielkie cele i realizm codzienności. Większość ludzi przesadza z jednym, a z drugiego ma za mało. Ludzie odnoszący sukces i samorealizujący się umieją zbilansować oba te elementy: dążą ku niebu, ale twardo stąpają po ziemi.”

Tom Butler – Bowdon, 50 klasyków psychologii

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Dopiero po zaspokojeniu potrzeby sytości, bezpieczeństwa, ciepła, przychodzi czas na potrzebę władzy, szukania prawdy.

Abraham Maslow – amerykański psycholog, jeden z przedstawicieli nurtu psychologii humanistycznej, a także psychologii transpersonalnej, twórca teorii potrzeb. Urodził się 1 kwietnia 1908 roku w ubogiej części nowojorskiego Brooklynu. Jego rodzice byli żydowskimi emigrantami z Rosji, Abraham był najstarszym z siedmiorga ich dzieci. Ojciec  był zamożnym przedsiębiorcą, marzył dla syna o karierze prawnika. Zgodnie z jego wolą Abraham rozpoczął studia prawnicze w New York City College, następnie w 1928 roku przeniósł się na Uniwersytet Wisconsin, gdzie zainteresował się psychologią.

Według Maslowa nasze potrzeby podstawowe tworzą hierarchię.

Na dole tej hierarchii znajdują się podstawowe popędy biologiczne, jak głód i pragnienie. Zanim dojdą do głosu inne potrzeby muszą zostać zaspokojone te z pierwszego poziomu.  Pod ich naciskiem inne potrzeby usuwają się w cień.

Gdy potrzeby biologiczne i fizjologiczne  zostaną zaspokojone motywują nas potrzeby z drugiego poziomu – potrzeby bezpieczeństwa. Gdy jesteśmy bezpieczni podlegamy motywacji potrzeb przynależności takich, jak potrzeba uczestnictwa, afiliacji, kochania i bycia kochanym.

Gdy jesteśmy syci, bezpieczni i mamy poczucie przynależności społecznej do głosu dochodzi potrzeba szacunku. Chodzi o pragnienie sympatii do samego siebie, postrzegania siebie jako osoby kompetentnej i skutecznej oraz umiejętności zaskarbiania sobie szacunku innych ludzi. Kolejny poziom to potrzeby poznawcze. Chcemy wiedzieć skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy, kim jesteśmy.

Następny poziom hierarchii potrzeb to  ludzkie pragnienie piękna i harmonii, a więc  potrzeby estetyczne, stanowiące o twórczej stronie człowieczeństwa. Na wierzchołku hierarchii są ludzie, którzy są syci, bezpieczni, kochani i kochający, pewni siebie, myślący i twórczy. Wznoszą się oni ponad potrzeby podstawowe w poszukiwaniu pełniejszego rozwoju swojego potencjału, czyli samoaktualizacji. Cechuje je samoświadomość, samoakceptacja, wrażliwość społeczna, twórczość, spontaniczność, oraz otwartość na nowe wyzwania. Piramida Maslowa zawiera  możliwość pójścia jeszcze dalej niż całkowite spełnienie potencjału jednostki. Potrzeby transcendencji mogą wieść do wyższych stanów świadomości, kosmicznej wizji stopienia jednostki z wszechświatem,  jedności z siłami ducha.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Wiary, co niemożliwe czyni bardziej możliwym
Ideałów, pociągających jak magnes do góry
Ekscytacji nabrzmiałymi pąkami drzew, kwiatów…
Litości, która się nie wywyższa
Kochania nie za bardzo, ale w sam raz
Akceptacji świata, siebie i tego, co pomiędzy
Nadziei, że wszystko może się zmienić, a jeśli nie, to jakoś to będzie
Osłupienia w zachwycie
Ciekawości świata i cierpliwości w jego odkrywaniu

Radosnych Świat Wielkanocnych!

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Jeden świat

Nie ma dwóch światów
jest jeden

niebo chodzi po ziemi
ziemia chodzi po niebie
cieszy się każdym rumiankiem
podaje wodę dzbankiem

miłość stamtąd i stąd

Jan Twardowski

 

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Sen Nabuchodonozora

Księga Daniela, jedno z pism Starego Testamentu zawiera zapis snu króla Babilonii Nabuchodonozora, który miał w drugim roku swego panowania. Jest to jeden z pierwszych spisanych snów. Król wzywa do siebie mędrców i pod groźbą okrutnej śmierci  stawia przed nimi zadanie nie do wykonania – mają wyjawić mu jego sen. „Niech król opowie sen swoim sługom, my zaś oznajmimy mu jego znaczenie” – powtarzają dwukrotnie nieszczęśnicy, ale królowi chodzi nie tylko o interpretację snu, ale o jego treść. Udaje się to Danielowi, przed którym król upada na twarz oddając mu pokłon.

„Oto posąg bardzo wielki, o nadzwyczajnym blasku stał przed tobą, a widok jego był straszny. Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny. Patrzyłeś, a oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je.  Wtedy natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i złoto – i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich. Kamień zaś, który uderzył posąg, rozrósł się w wielką górę i napełnił całą ziemię.

Taki jest sen, a jego znaczenie przedstawimy królowi.  Ty, królu, królu królów, któremu Bóg Nieba oddał panowanie, siłę, moc i chwałę, w którego ręce oddał w całym zamieszkałym świecie ludzi, zwierzęta polne i ptaki powietrzne i którego uczynił władcą nad nimi wszystkimi – ty jesteś głową ze złota. Po tobie jednak powstanie inne królestwo, mniejsze niż twoje, i nastąpi trzecie królestwo miedziane, które będzie panowało nad całą ziemią. Czwarte zaś królestwo będzie trwałe jak żelazo. Tak jak żelazo wszystko kruszy i rozrywa, skruszy ono i zetrze wszystko razem. To, że widziałeś stopy i palce częściowo z gliny, częściowo zaś z żelaza, [oznacza, że] królestwo ulegnie podziałowi; będzie miało coś z trwałości żelaza. To zaś, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną, a palce u nóg częściowo z żelaza, częściowo zaś z gliny [oznacza, że] królestwo będzie częściowo trwałe, częściowo zaś kruche. To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną [oznacza, że] zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną.
W czasach tych królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę, srebro i złoto. Wielki Bóg wyjawił królowi, co nastąpi później; prawdziwy jest sen, a wyjaśnienie jego pewne”. (Księga Daniela)

A Tobie co się się śni?

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Marc Chagall

„W każdym z nas kryje się cień. Za maską, którą nosimy dla innych, pod twarzą, którą pokazujemy sobie, żyje ukryta strona naszej osobowości. Nocą gdy jesteśmy bezbronni we śnie , stajemy twarzą twarz z jego obrazem.”

Marie-Louise von Franz, Ścieżki snów

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

efekt Perky

„W 1910 roku młoda amerykańska psycholog kognitywna Mary Cheves West Perky prowadziła badania z wykorzystaniem relatywnie nowej technologii: przepuszczała światło przez kliszę, żeby rzucać obrazy na pustą ścianę. Technika ta zrewolucjonizuje nie tylko przemysł rozrywkowy, ale także badania nad umysłem. Perky chciała sprawdzić, co dzieje się w głowach ludzi, kiedy używają wyobraźni – kiedy aktywnie, celowo przywołują wizerunek czegoś, czego nie mają przed oczyma. Poprosiła badanych, żeby wyobrazili sobie pewien obiekt (na przykład banan czy liść), patrząc na białą ścianę, na której jednocześnie bez ich wiedzy wyświetlała jego obraz. Na początku był on bardzo słabo widoczny, poniżej progu świadomej percepcji, potem jednak, w miarę jak Perky stopniowo zwiększała natężenie światła, stawał się coraz wyraźniejszy. Okazało się, że wielu uczestników eksperymentu nie zorientowało się, że widzą przed sobą rzeczywiste zdjęcia banana czy liścia – sądzili, że to wytwór ich umysłu (Perky wiedziała, że są widoczne, ponieważ grupa kontrolna, która przyglądała się ścianie, nie musząc sobie wcześniej niczego wyobrażać, bez trudu dostrzegła zielone i żółte obrazy). Doświadczenie Perky dowiodło, że przywoływanie obrazów mentalnych może wpływać na to, jak postrzegamy rzeczywistość. Tak zwany efekt Perky jest stale obecny w naszym codziennym życiu: na przykład wtedy, kiedy marzymy.”

Benjamin K. Bergen, Latające świnie. Jak umysł tworzy znaczenie.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

sealed with a kiss

Przez cały tydzień, jak cień chodziła za mną melodia i za nic nie mogłam sobie przypomnieć co to jest i skąd ja to znam. Zanuciłam ją dziś przez telefon i padła krótka odpowiedź – listy zapieczętowane pocałunkami. Z tej radości zamieszczam 4 chronologicznie uszeregowane wersje utworu, którego autorami są Peter Udell i Gary Geld.

1960 – The Four Voices

1962 Brian Hyland

1972 Boby Vinton

1989 Jason Donovan

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

alfabet odwgi: M jak Mandela, Nelson Mandela

„Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył odczucie strachu.”

„Odważni ludzie nie boją się wybaczać aby osiągnąć pokój.”

„Przebaczenie wyzwala duszę. Dlatego jest w nim taka siła.”

 

Nelson Mandela  – południowoafrykański polityk, prezydent RPA w latach 1994–1999, jeden z przywódców ruchu przeciw apartheidowi, działacz na rzecz praw człowieka, mąż stanu, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. W Republice Południowej Afryki nazywany również „Madiba” (nazwa jednego z klanów ludu Xhosa), a także „tata”, co często rozpisywano jako: „Ojciec Narodu”. Za swoje przekonania trafił  do więzienia, gdzie spędził 27 lat. 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

życie to jest teatr?

Benjamin Schiff

„Cały świat to scena,
A ludzie na nim to tylko aktorzy.
Każdy z nich wchodzi na scenę i znika,
A kiedy na niej jest, gra różne role
W siedmioaktowym dramacie żywota.
Najpierw niemowlę, śliniące się z wrzaskiem
W ramionach niańki. Potem uczniak z torbą
Na książki, z buzią jak wypucowane
Poranne niebo, wlokący się z jękiem
Do nielubianej szkoły. W trzecim akcie –
Kochanek, który żarem westchnień bucha
Jak piec i składa smętne serenady
O brwiach bogdanki. Jeszcze później żołnierz,
Z gębą klątw dziwnych pełną i z wąsami
Nastroszonymi w szpic, jak u pantery,
Skory do bitki, z drażliwym honorem,
Goniący za mydlaną bańką sławy
Prosto w armatnią gardziel. Potem sędzia,
Z brzuchem tuczonym kapłonami, które
Znoszą mu w darze podsądni, z surowym
Okiem i brodą pod sznurek przyciętą,
Sypiąc cytaty i przykłady z życia,
Gra swoją rolę. Po niej – rola szósta:
Chudy, osłabły starowina w kapciach,
Z okularami, sakiewką przy boku,
Łydkami z których zwisają zbyt luźne
Pończochy, zachowane z lat młodości,
I z głosem, który – dawniej męski, gruby –
Piszczy znów nisko, jak dziecięcy dyszkant.
I wreszcie akt ostatni, który kończy
Dziwną i pełną zdarzeń akcję sztuki:
Nowe dzieciństwo gdy traci się pamięć,
Zęby, smak, włosy, wzrok – i w końcu wszystko.”

(Wiliam Shakespeare, Jak wam się podoba, monolog Jakuba w przekładzie Stanisława Barańczaka)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz