W moim ogrodzie, gdzie czas leniwy powolną strugą płynął wytrwale…

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Syzyf – wypalenie?

„I Syzyfa widziałem cierpiącego srodze. Oburącz dźwigał głaz olbrzymi. Zapierając się rękami i nogami, pchał go pod górę, ale kiedy już był u szczytu, odwracał się i własnym ciężarem znów spadał w dół bezwstydny głaz. A on, znów napięty jak łuk, toczył go w górę, ciało oblewało się potem, głowa dymiła kurzem” (Homer, „Odyseja”)

Dużo, dużo wcześniej Syzyf wiódł żywot celebryty. Był władcą Koryntu, ulubieńcem bogów, bywalcem uczt na Olimpie. Dzięki nektarowi i ambrozji, które na tych ucztach spożywał pozostawał wiecznie młody. Po powrocie z Olimpu nie mógł oprzeć się pokusie opowiadania o tym, co tam widział i słyszał, ujawniając przy tym rożne sekrety. W końcu się doigrał i rozzłoszczony Zeus postanowił go zabić. Syzyf był jednaj sprytny i uwięził w piwnicy posłanego do niego bożka śmierci Tanatosa. Ludzie przestali umierać. Kiedy jednak został on uwolniony, jako pierwszy umarł Syzyf, który na łożu śmierci nakazał żonie, aby nie urządzała pogrzebu. Jego błąkająca się nad brzegami Styksu dusza ubłagała Hadesa by pozwolił jej na 3 dni wrócić na ziemię i ukarać tych, którzy zaniedbali należytego pochówku. Syzyf wrócił na ziemię i ani myślał o dotrzymaniu obietnicy powrotu do Hadesu. Przez długi jeszcze czas żył szczęśliwie zapomniany przez bogów. Kiedy jednak wreszcie sobie o nim przypomnieli został ukarany w ten sposób, że miał wtoczyć ogromny głaz pod wysoką, stromą górę. Kiedy był już bliski osiągnięcia celu, głaz stoczył się na dól i musiał rozpoczynać swój trud od nowa. I tak za każdym razem. Nadzieja. Bliskość celu. Porażka, rozczarowanie i konieczność rozpoczynania zadania od nowa. Mam ochotę zadać pytanie. Nie, nie po co to robisz Syzyfie. Chcę zapytać gdzie podział się Twój spryt, Twoja pomysłowość, żywotność? Gdzieś pobrzmiewają mi słowa: Wszystko ma swój czas…

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Omnipotencja

AtlasSpośród wszystkich bohaterów  mitologii najbardziej wzrusza mnie Atlas, tytan, bóg z pokolenia olbrzymów, którzy istnieli przed bogami olimpijskimi. Brat Prometeusza. Skazany przez swego kuzyna Zeusa na dźwiganie sklepienia niebios, gdzieś w zachodniej Afryce. Beznadziejność, a zarazem heroizm jego położenia wzrusza mnie od zawsze. Upływ czasu powodujący  zmianę dziecięcych przekonań i iluzji nie narusza tego uczucia. Dziś przecież już co nieco wiem o obrotach sfer niebieskich. Atlas widać nie. Przykuty od wieków do jednego miejsca pełni swą misję w przekonaniu, że bez niego świat by się zawalił. Z miłości do ludzi? Wiem, że Perseusz zamienił go w górę, a architekci uczynili z niego rodzaj męskiej kariatydy. Dla mnie wciąż tam jest i dźwiga na barkach świat. Przysiadam przy nim cichutko patrząc na ogród Hesperyd i nie wiem, naprawdę nie wiem,  czy mam prawo mu powiedzieć:  Atlasie, to nie ma sensu, bez Ciebie świat się nie zawali!

Zbigniew Herbert pisał:

„Tylko jeden, jedyny raz zdołał uwolnić się od ucisku losu. Historia jest znana, więc opowiemy ją w dużym skrócie. Było tak: Herakles musiał zdobyć dla króla Eurysteusza złote jabłko z ogrodu Hesperyd. Ogród znajdował się niedaleko wiecznego postoju Atlasa, a przy tym Hesperydy były jego córkami. Skomplikowane transakcje, wymagające zaufania, najlepiej załatwiać w rodzinie. Na czas nieobecności tytana Herakles zobowiązał się zastąpić go, w zamian za przyjacielską pomoc w zdobyciu upragnionego owocu. Wędrówka Atlasa do ogrodu Hesperyd była na pewno jego najwspanialszym przeżyciem. Szedł lekki – uskrzydlona kolumna – przez świat, pozbawiony ciężaru, jakby stworzony z rosy, błękitnego powietrza i światła. Czuł cudowną bezważkość wszystkich rzeczy. Przeklęte niebo wydało mu się po raz pierwszy eteryczne, dalekie — i zaiste piękne. Kiedy powrócił do Heraklesa, oszołomiony i szczęśliwy, powiedział naiwnie, że sam odniesie jabłko Eurysteuszowi. Przebiegły heros wyraził zgodę, poprosił tylko, żeby Atlas na chwilę podtrzymał sklepienie, bo musi poprawić poduszkę na głowie. Tak się stało. Po czym bohater bez skrupułów opuścił tytana i wszystko wróciło do starego, kosmicznego porządku. Cała ta historia jest moralnie mało budująca, a nawet towarzysko niesmaczna. Nie wiadomo po co opowiada się ją dzieciom. ”

Ktoś komu ją opowiedziałam ostatnio spuentował: Manipulacja! Może obrona konieczna…

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Hefajstos – w obronie matki

Hefajstos i Tetyda

Był synem Zeusa i Hery, a według niektórych mitów samej tylko Hery. Stanął w obronie matki kiedy Zeus powiesił ją za ręce u szczytu Olimpu. Odtrącony w gniewie przez ojca spadał przez dzień i noc na ziemię. Wylądował z połamanymi nogami na wyspie Lemnos. Tam zaopiekowała się nim bogini morska Tetyda i zabrała do swego podmorskiego królestwa, gdzie wracał do zdrowia. Po 9 latach za sprawą Dionizosa wrócił na Olimp radośnie powitany przez swą liczną rodzinę. Zeus chcąc mu wynagrodzić doznaną krzywdę oddał ma za żonę Afrodytę. Ci dwoje nie byli ponoć szczęśliwym małżeństwem. Hefajstos dużo pracował. Był kowalem i większość czasu spędzał w swojej kuźni wytwarzając między innymi pioruny dla Zeusa i strzały dla Erosa. On też w swojej kuźni wykonał pierwszą kobietę Pandorę.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Atena – córeczka tatusia

Atena Pallas, Gustav Klimt

Od pewnego czasu Zeusa bolała głowa, wezwał więc boskiego kowala, swojego syna Hefajstosa i polecił mu ją rozciąć.Kiedy Hefajstos to uczynił wyskoczyła z niej dziewczyna w zbroi – Atena. Jan Parandowski tak ją charakteryzuje: „Była surową i niedostępną dziewicą, postawy olbrzymiej, wielkiej siły i niezłomnego hartu. Nigdy nie myślała ani o miłości, ani o małżeństwie. Nie miała po prostu na to czasu. Zajmowało ją wszystko. Wynalazła mnóstwo pożytecznych rzeczy, a uczeni i filozofowie widzieli w niej swoją patronkę. Potępiali jedynie jej zamiłowanie do wojny. Lecz Atena zbroję nosiła tylko po to, żeby bronić słusznej sprawy i miast napadniętych zdradziecko ” Fakt, że wyskoczyła z głowy Zeusa może oznaczać, że jest tej głowy wytworem, myślą, ideą, obrazem. Według jednej z wersji mitu jej matką była bogini rozwagi Metis, którą Zeus połknął w obawie, że zrodzony przez nią syn pozbawi go władzy. Motyw połykania występował już wcześniej. Ojciec Zeusa Kronos połykał kolejno wszystkie rodzone przez Reę dzieci. Jedynie najmłodszy Zeus został przez matkę ocalony. Atena to ukochana córką Zeusa, bogini wojny sprawiedliwej, pokoju i mądrości. Jej atrybutami są: egida, sowa, dzida, hełm, drzewo oliwne, wąż. Patronka Aten i wielu wielu herosów.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Meduza – nie patrz na mnie

Caravaggio, Meduza

Były sobie trzy siostry Gorgony: Steno, Euryale i Meduza. Wszystkie trzy były okropnymi potworami: miały złote skrzydła, miedziane szpony, zęby jak kły dzika, węże zamiast włosów. Najstraszniejsza była najmłodsza, jej wzrok przemieniał ludzi w skałę. Była też ona śmiertelna, w przeciwieństwie do dwóch pozostałych. Perseusz ściął jej głowę używając hełmu – niewidki, skrzydlatych sandałów oraz zwierciadła. Głowę meduzy podarował Atenie. Ponoć na początku Meduza był piękną dziewczyną. Miała piękne włosy, którymi rywalizowała z Ateną. Zakochał się w niej Posejdon. Bogini nie spodobało się to, że Meduza spotykała się z Posejdonem w jej świątyni. Być może była zazdrosna. Postanowiła ukarać dziewczyną zamieniając ją w potwora. Synem Meduzy jest między innymi Pegaz – skrzydlaty koń zrodzony z krwi Meduzy, która trysnęła, kiedy Perseusz odciął jej głowę.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Ifigenia – złożona przez ojca w ofierze

Królewicz trojański porwał i uprowadził do Troi żonę króla Menelaosa Helenę, najpiękniejszą kobietę świata. Stało się to przyczyną wojny pomiędzy Grecją i Troją. Na czele wojsk greckich stanął król Myken i Argos Agamemnon. Był on też bratem Menelaosa. Z powodu ciszy morskiej armia Agamemnona tygodniami nie mogła odbić od brzegów. Okazało się, że zagniewana Artemida domagała się ofiary z córki Agamemnona Ifigenii. Kiedyś Agamemnon zbił łanię jej poświęconą. Natychmiast więc król posłał po Ifigenię do Myken, podając jako powód zaręczyny z Achillesem. Ifigenia przybyła wraz z matką Klitajmestrą szczęśliwa, nie podejrzewająca żadnego niebezpieczeństwa. W ostatniej chwili przed złożeniem Ifigenii na ołtarzu, pojawiła się bogini Artemida z łanią wybawiając dziewczynę od śmierci i czyniąc swoją kapłanką w Taurydzie na Krymie.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Najciemniej jest tuż przed wschodem słońca. Paulo Coelho

Gdy patrzymy na tych dwóch, Edypa i Orestesa to, jak mi się wydaje dla większości z nas, ten drugi wydaje się być bardziej chory. Mimo to, to właśnie on doświadcza całkowitego uzdrowienia. Dręczące go Erynie, które były widziane i słyszane tylko przez niego, zmieniają się w dobre, zapewniające mu pomyślność i dobre rady Eumenidy. Tak jakby objawy choroby psychicznej zostały zastąpione przez coś im przeciwnego. I to w jednej chwili. Dlaczego tak się dzieje? Scott Peck uważa, że przyczyna tkwi w gotowości Orestesa do przyjęcia odpowiedzialności za swoją chorobę. Nie uważa on, że spotkała go niesprawiedliwa kara. Nie próbuje zrzucić winy na błędy przodków, społeczeństwo, bogów, nieświadomość czy kogokolwiek innego. Nie ucieka. Z historii Orestesa płynie nadzieja, że z każdej ciemnej doliny jest jakieś wyjście i w naszej ludzkiej mocy jest odnalezienie go.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Orestes – po prostu musiałem to zrobić

William-Adolphe Bouguereau, Skrucha Orestesa

„Orestes był wnukiem Atreusza, który nieroztropnie chciał udowodnić, że jest potężniejszy od Bogów. Bogowie rzucili klątwę na jego potomstwo. Skutkiem ciążącego na Atrydach przekleństwa, matka Orestesa, zamordowała jego ojca, a swojego męża Agamemnona. Ta zbrodnia sprowadziła z kolei klątwę na głowę Orestesa, ponieważ zgodnie z greckim kodeksem honorowym syn miał obowiązek, bez względu na okoliczności, zabić mordercę ojca. Tymczasem największym grzechem jakiego Grek mógł się dopuścić, było matkobójstwo. Orestes postawiony przed takim dylematem cierpiał piekielne męki. W końcu zrobił to, co na pozór musiał zrobić, i zabił swoją matkę. Bogowie ukarali ten grzech, nasyłając na niego Erynie, których nikt poza nim nie mógł zobaczyć ani usłyszeć i które dręczyły go dzień i noc prześmiewczym chichotem i przerażały swym wyglądem. Prześladowany przez Erynie Orestes wędrował po świecie, chcąc odpokutować swoją zbrodnię. Po wielu latach samotnych rozmyślań Orestes zwrócił się do bogów o uchylenie ciążącej na nim klątwy, rzuconej na Atrydów, i uwolnienie go od Erynii, wyrażając przekonanie, że odpokutował już za zabójstwo matki. Bogowie przeprowadzili rozprawę. W mowie obrończej Apollo argumentował, że to on przecież doprowadził do sytuacji, w której Orestes nie miał żadnego wyboru, poza zabójstwem matki, trudno więc, żeby Orestes ponosiła odpowiedzialność za ten czyn. Orestes natychmiast zaprzeczył własnemu obrońcy oświadczając: „To ja zabiłem matkę, a nie Apollo!” Bogowie byli zdumieni. Nigdy dotąd żaden Atryda nie poczuwała się do tak pełnej odpowiedzialności za siebie, bez zrzucania winy na bogów. Bogowie w końcu rozstrzygnęli sprawę na korzyść Orestesa, nie tylko zdejmując z niego klątwę rzuconą na ród Atreusza, ale również zamieniając Erynie w Eumenidy, przyjazne duchy, których mądre rady zapewniły Orestesowi nieustającą pomyślność.”

M. Scott Peck, Drogą mniej uczęszczaną

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

jakie stworzenie chodzi rano na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech?

Takie pytanie zadawał podróżnym sfinks. Nikt przed Edypem nie znał na nie odpowiedzi. Stworzeniem tym jest człowiek, który będąc niemowlęciem raczkuje na czworakach, potem chodzi na dwóch nogach, a będąc starcem podpiera się laską.

Edyp rozwiązał zagadkę Sfinksa i tym samym pokonał potwora uwalniając Teby. W nagrodę otrzymał rękę Jokasty i został królem. Szczęściarz – mogłoby się zdawać. Ale szczęście, które go spotyka jest jednocześnie ziszczeniem tragicznej przepowiedni. Jest tym przed czym uciekał. Edyp jest wolnym człowiekiem. Ma wybór: może przyjąć oferowaną mu nagrodę lub ją odrzucić. Przyjmuje.

Kij ma zawsze na końce.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem” Carl Gustav Jung

Gustaw Moreau, Edyp i Sfiks

Jaka mądrość płynie z historii Edypa?

Być może gdyby znał on prawdę o swoim pochodzeniu wypadki potoczyłaby się inaczej?

Gdyby wiedział, że Merope i Polybos nie są jego biologicznymi rodzicami nie zareagowałby tak wielkim niepokojem na uwagi dotyczące jego pochodzenia.

Być może nie nie poszedłby do wyroczni Delfickiej. A jeśli nawet poznałby przepowiednie wyroczni, wiedząc, że jest dzieckiem adoptowanym nie uciekałby z Koryntu w obawie, że przepowiednia spełni się w odniesieniu do Merope i Polybosa.

Tajemnice i sekrety rodzinne utrudniają kontakt z rzeczywistością.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Edyp – Nie uciekniesz przed przeznaczeniem

Antoni Brodowski, Edyp i Antygona

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żył król, któremu wyrocznia przepowiedziała śmierć z ręki własnego syna. Nazywał się Lajos i był królem Teb. Niektórzy mówią, że zasłużył on sobie na klątwę, która na niego spadła, ale to inna historia. Gdy więc jego żona Jokasta urodziła syna kazał go porzucić w górach na pewną śmierć. Chłopcu przebito stopy, a przez rany przeciągnięto sznur. Niewolnik, który miał go zostawić w górach nie posłuchał Lajosa. Dziecko trafiło do Merope i Polybosa, bezdzietnej pary władców Koryntu. To tam, w Koryncie dorastał chłopiec, nazwany Edypem, czyli dosłownie Obrzmiałonogim. Dzieciństwo upłynęło mu szczęśliwie, w nieświadomości, że Merope i Polybos nie są jego prawdziwymi rodzicami. Pewnego dnia jednak usłyszał, jak szydzono z jego pochodzenia i wzbudziło to w nim duży niepokój. Udał się wtedy do wyroczni w Delfach i usłyszał straszną przepowiednię, że zabije własnego ojca i poślubi własną matkę. Chcąc temu zapobiec pośpiesznie opuścił Korynt. Gdzieś w drodze spotkał Lajosa, doszło między nimi do sprzeczki i pod wpływem silnych emocji Edyp zabił Lajosa, nie będąc świadomym, że to jego biologiczny ojciec. Potem Edyp dotarł do Teb. Rozwiązawszy zagadkę Sfinksa ocalił miasto. W nagrodę został królem Teb i poślubił królową Jokastę. Edyp i Jokasta mieli czworo dzieci. Kiedy prawda wyszła na jaw i Edyp zrozumiał, że zabił własnego ojca i poślubił własną matkę, oślepił się. Jan Parandowski w Mitologii pisze: „odział się w łachmany żebracze i o kiju wywlókł się z miasta, dziad stary i złamany. Prowadziły go córki. Szukał ziemi, w której by się do grobu położył. Zaszedł do miejscowości Kolonos, niedaleko Aten, i tam umarł. Pochowano go w gaju do którego z wiosną zlatywały się roje słowików.”

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Świerkoglicynia

 

Codziennie podczas spaceru mijam to niezwykłe drzewo, piękne w porze kwitnienia, w maju. Właściwie to dwie rośliny, z których jedna zupełnie zdominowała drugą lub ta druga zatraciła się zupełnie w pierwszej. Już prawie jej nie widać. Potężne drzewo straciło swoją tożsamość. W zimie, kiedy kwiaty opadną odzyska odrobinę dawnej świetności. Odrobinę. Czy w świecie relacji między ludźmi nie bywa czasem podobnie? Na ile może to także odzwierciedlać rzeczywistość wewnętrzną?

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

a za miastem kwitnie rzepak

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

pomoc on-line

Pragnę przypomnieć, że można do nas pisać na adres poradnia@tlen.pl (więcej szczegółów w zakładce „Napisz”). Jest też możliwość rozmowy przez komunikator zoom po wcześniejszym umówieniu się. Możemy się też komunikować przez naszą stronę na facebooku  https://www.facebook.com/Poradniaonline

Nasza pomoc tak jak dotychczas jest bezpłatna.

Serdecznie zapraszam do kontaktu i równie serdecznie pozdrawiam 🙂

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Walkirie nazywane też są Pannami Życzeń i zdarza się, że któraś z nich, tak jak Brunhilda, zostaje żoną lub kochanką wielkiego bohatera, któremu niesie pomoc i ochronę w bitwie.”(Emma Jung)

30 marca 1882 roku urodziły się dwie psychoanalityczki: Melanie Klein i Emma Jung. Melanie Klein(1882-1960) to przedstawicielka nurtu psychoanalizy zwanego teorią relacji z obiektem. Więcej we wpisie z 29.03.2016

Emma Jung z domu Rauschenbach (1882-1955) była żoną Carla Gustava Junga, matką ich pięciorga dzieci i autorką 2 książek: „Animus i Anima” oraz” Legenda Graalowa w perspektywie psychologicznej”. Ta druga po jej śmierci została ukończona przez  Marie-Louise von Franz. Carl Gustav Jung tak wspominał ich pierwsze spotkanie.

„Miałem na studiach kolegę, którego rodzina mieszkała w Szafuzie. Gdy chciałem go odwiedzić w drodze z Bazylei – było to po śmierci mojego ojca w 1896 roku – matka powiedziała:”Skoro już odwiedzasz przyjaciela w Szafuzie pójdź też z wizytą do pani Rauschenbach, którą znaliśmy jako dziewczynę”. Uczyniłem, jak mi radziła, i gdy wszedłem do tego domu, ujrzałem stojącą na schodach dziewczynkę z warkoczem, pannę w wieku lat może czternastu. Zrozumiałem: to moja żona! Byłem głęboko wstrząśnięty, przecież widziałem ją tylko przez chwilę, a natychmiast z absolutną pewnością mogłem stwierdzić, że się z nią ożenię. Jeszcze dzisiaj przypominam sobie, jak opowiedziałem o tym przyjacielowi. Oczywiście wydrwił mnie. Powiedziałem mu wtedy: „Śmiej się, śmiej, a zobaczysz, że się z nią ożenię”. Kiedy sześć lat później poprosiłem o rękę Emmy Rauschenbach dostałem kosza – jak dziadek. Jednak -w przeciwieństwie do niego -nie miałem znajomej knajpki ani kelnereczki, poza tym nie byłem profesorem zwyczajnym, z jasno wytyczonym i wielce obiecującym celem życia; byłem zwykłym asystentem, moja przyszłość była dość mglista. Dlaczegóż więc na tym meilleur des mondes possibles miałyby mi zostać oszczędzone rozczarowania?- mógłby spytać mój numer 2. Wszak po kilku tygodniach zła passa mnie opuściła, z „nie” zrobiło się „tak”, a tym samym numer 1 umocnił się w swych posadach. Wynikło z tego moje bezwarunkowe „tak” dla całego świata, a numer 2 znikł z pola widzenia na całe 11 lat”.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

wiewiórka

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

życzliwość

Idę do pracy, na spacer, do sklepu… Mijam ludzi, którzy są mi obcy, w ostatnim czasie jakby bardziej. Patrzę na nich nieco inaczej, widząc potencjalne zagrożenie. Pojawia się obawa, niepokój, strach. Czy ktoś kto stoi w pobliżu, nie jest nosicielem koronawirusa.  Ktoś zakaszlał w kolejce, ktoś inny się odwraca i mówi ostrym tonem ” Proszę się odsunąć” – a na jego twarzy rysuje się dezaprobata, czasem nawet  odraza.  Biorę pomarańczę w sklepie, zapominając założyć rękawiczkę.  Jedną pomarańczę! Zostaję zmierzona czyimś wzrokiem. Jakaś pani odzywa się w nieprzyjemny sposób „Jak tak można w obecnej sytuacji?”. Wycofuję się, czuję się zawstydzona, potem pojawia się  smutek i złość. Odkładam owoc do kosza. Odchodzę. W głowie analizuję to co przed chwilą usłyszałam. Myślę – zachowuję się nieodpowiedzialnie, jestem bezmyślna, o co chodzi, itp

Ludzi ogarnął strach, który niszczy normalne relacje międzyludzkie. Zaczynamy żyć w oddaleniu od siebie. Obcy sobie.  W takich chwilach jak ta, dociera do mnie jak ważna jest życzliwość w kontakcie z drugim człowiekiem.

 

Opublikowano bez kategorii | 1 komentarz

Wanda

„Wanda należała do tego grona ludzi szlachetnych, mądrych, bliskich i jasnych, którzy nadto są nadzwyczaj hojni, bo dzielą się sobą bez żadnego umiaru.

Poznałem Wandę, gdy drogi mojego życia skrzyżowały się z drogami Instytutu Zdrowia i Trzeźwości Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Jurek Mellibruda był Instytutu Demiurgiem, Duchem, Ojcem i Panem, korzeniem, z którego wszystko wyrastało. Wanda zaś – Matką, pniem tego wielkiego, coraz większego, rozłożystego drzewa, w cieniu którego chroniły się setki i tysiące absolwentów, współpracowników, beneficjentów przeróżnego rodzaju.

Dobrze i bardzo dobrze wspominam Wandę z kilkuletniej współpracy w Instytucie. Zapisała mi się w pamięci jej bezpieczna obecność, nigdy inwazyjna, zawsze subtelna, delikatna.

Potem powstały „Charaktery”, pierwsze psychologiczne pismo dla każdego, niosące w lud kaganek psychologicznej oświaty. Wanda należała do najważniejszych naszych autorów. Nie pisała dużo, ale smacznie i – jak by powiedział Bablowski Benia Krzyk- tak smacznie, że chciałoby się, by napisała więcej.

Tekst Wandy „Ludzie mylą miłość” jest arcydziełem. Dla wielu wstrząsem, dla większości po prostu ważnym doświadczeniem intelektualnym i emocjonalnym, samoświadomościowym.

Wykorzystywaliśmy ten tekst wielokrotnie, na różne sposoby. Wielokrotnie myślałem o tym, by Wanda pisała na ten temat jeszcze i jeszcze. Zawsze miałem wrażenie, że nam wszystkim z niewiadomych powodów – choć mogę się domyślać, że z powodu swojej skromności i delikatności – nie mówi wszystkiego, co wie, bo chce, byśmy dalej poszli już sami. Jak powiadają  chasydzi: Nie pytaj o drogę tego, który ją zna, bo nie pozwoli ci błądzić.

Wanda nigdy nie zabraniała nikomu błądzenia.”

Bogdan Białek, Wanda, przedmowa do książki Miłość nie do pomylenia.

 

Wanda Trabert  (Sztander) – 16.12. 1944 – 15.03.2020; Psycholog kliniczny, certyfikowana psychoterapeutka i superwizorka psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Wieloletnia wicedyrektorka Instytutu Psychologii Zdrowia. Współautorka programów: Ludzie pomagający ludziom, Studium Pomocy Psychologicznej, Interwencja Kryzysowa. Autorka książek: Poza kontrolą, Rozmowy które pomagają, Przed klasówką z miłości.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz