Każdy człowiek ma w swoim wnętrzu mniej lub bardziej ukrytą komórkę, w której znajdują się rekwizyty dramatu jego dzieciństwa. Osobami, które na pewno zyskają do niej dostęp, są jego własne dzieci. (Allice Miller)

„Żadna droga w moim życiu nie była tak długa jak ta, która miała mnie zaprowadzić do mnie samej. Nie wiem, czy jestem tu jakimś wyjątkiem. Z pewnością są ludzie, którzy mieli to szczęście, że byli w pełni akceptowani przez rodziców, wraz ze swoimi uczuciami i potrzebami. Dlatego od pierwszych dni życia mogli mieć dostęp do swoich uczuć i potrzeb, nie musieli ich tłumić, nie musieli potem szukać dróg prowadzących do tego, czego nie dostali w odpowiednim momencie – dróg do samych siebie. Ja potrzebowałam całego życia, by w końcu ośmielić się być taką, jaka jestem. By usłyszeć to, co moja wewnętrzna prawda mi mówi w sposób coraz bardziej jasny, nie czekając na pozwolenie z zewnątrz, od osób, które w jakiś sposób symbolizowały moich rodziców”

Alice Miller  psycholożka, psychoanalityczka, filozof, autorka książek. Obszarem jej zainteresowań była trauma dziecięca, cierpienie jakiego doświadczają krzywdzone dzieci. W książce „Zniewolone dzieciństwo”  pokazała, że wielcy zbrodniarze byli w dzieciństwie ofiarami przemocy ze strony ojców lub opiekunów. „Wielu ludziom trudno zrozumieć ten prosty fakt, że każdy prześladowca był kiedyś sam ofiarą prześladowań i że ktoś, kto od dziecka mógł czuć się wolny i silny, nie ma żadnej potrzeby poniżania innych”.

Urodziła się 12 stycznia 1923 roku w Piotrkowie Trybunalskim jako Alicja Englard. Miała o 5 lat młodszą siostrę Irenę. W latach 1931–1933 wraz z rodziną  mieszkała w Berlinie.  Po dojściu do władzy w Niemczech narodowych socjalistów wrócili do Piotrkowa Trybunalskiego. W październiku 1939 roku utworzono tam, pierwsze na terenie okupowanej przez Niemców Polski, getto żydowskie. Ojciec Alice Miller zmarł w getcie w 1941 roku, jej siostra, matka i ona sama uciekły. Do końca wojny ukrywała się w Warszawie pod przybranym nazwiskiem Alicja Rostowska. W 1946 roku wyemigrowała do Szwajcarii, gdzie  w Bazylei w 1953 roku uzyskała doktorat z filozofii, psychologii i socjologii. W 1949 roku wyszła za mąż za  Andreasa Millera, z pochodzenia Polaka. Rozwiedli się w 1973 roku. Mieli dwoje dzieci, Martina (ur. 1950) i Juliki (ur. 1956). Alice Miller porzuciła psychoanalizę po wielu latach prowadzenia terapii psychoanalitycznej. Uznała, że wpisuje się ona w obraz czarnej pedagogiki.

„Od kiedy odkryłam, że teoria instynktów Freuda nieprzypadkowo i nieodwołalnie
ukrywa rzeczywistość wykorzystywania dzieci, zaczęłam szukać nowej formy psychoterapii, skutecznej dlatego, że opartej na całej dostępnej nam dziś wiedzy na temat nadużyć. Aż w końcu znalazłam. Zamierzam opisać je w mojej następnej książce. Ten rodzaj leczenia pozwala, pacjentowi i terapeucie, na systematyczne kontaktowane się z ich urazami i bólem. Odbywa się to krok po kroku, bez wstrząsowego przełamywania obron, bez moralizujących i wychowujących postaw, oraz bez wtrącania ludzi w niebezpieczne stany, w których doświadczaliby chaotycznych uczuć, przywiązując się do nich. Możemy spotkać wiele nieodpowiedzialnych i szkodzących technik oraz ich kompozycji, które nie prowadzą do systematycznej konfrontacji z przeszłością. Jedne wiodą w stronę różnych mistycznych propozycji, inne pozostawiają ludzi z otwartym i nie rozwiązanym bólem. Pacjenci ci są najpierw ofiarami nadużyć w dzieciństwie, potem swoich sposobów przetrwania, by w końcu stać się ofiarami nadużyć terapeutycznych. Próbują więc poradzić sobie sami, sięgając po narkotyki, wpadając w sidła różnych sekt i guru, czy wynajdując inne sposoby zaprzeczania rzeczywistości i zabijania bólu. Jednym z takich sposobów może być aktywność polityczna.”

Jest autorką książek o psychologii dziecięcej:

  • Bunt ciała
  • Dramat udanego dziecka
  • Gdy runą mury milczenia
  • Pamięć Wyzwolona
  • Ścieżki życia
  • Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii.

„Dobra terapia powinna pomagać pacjentowi zmienić się z „zakneblowanego dziecka” w „mówiące dziecko”. Dziecko często nie mogło znaleźć słów dla nazwania traumy, albo dlatego, że doznawało jej wcześnie, albo dlatego, że otoczenie było zbyt wrogie. Ale teraz, jeśli w gabinecie trafi na terapeutę, który jest jego rzeczywistym adwokatem – jego świadomym świadkiem – i zaczyna doświadczać emocjonalnie dawnych krzywd, to staje się dzieckiem mówiącym. Terapia jest po to, by nam pomóc znaleźć słowa, którymi będziemy mogli powiedzieć naszej matce lub ojcu, jak się czuliśmy wtedy, gdy nas ranili, wykorzystywali, czy choćby to, jak się czulimy musząc o tym milczeć.”

Zmarła 14 kwietnia 2010 roku w Saint-Rémy-de-Provence. Po śmierci matki Martin Miller opublikował książkę nawiązującą tytułem do jej sztandarowego dzieła „Prawdziwy dramat udanego dziecka”.

„Być synem Alice Miller wcale nie było pięknie. Wręcz przeciwnie. I mimo tego moja matka stała się znakomitą badaczką okresu dziecięcego. W niniejszej książce próbuję zbliżyć te dwa światy do siebie. […] Oddzielenie się było dla mojej matki prawdopodobnie jedyną możliwością uzyskania po wojnie jakiejkolwiek jakości we własnym życiu. Z jednej strony jej walka jest przede wszystkim napełniającym odwagą przykładem na to, że nigdy nie należy rezygnować z siebie, niezależnie od tego, co się komuś przydarzyło. Natomiast z drugiej strony historia ta ukazuje w przerażający sposób, co może się zdarzyć, gdy głęboki uraz, spowodowany bądź przeżyciem wojny, bądź prześladowaniem, bądź innymi doświadczeniami, wynikającymi z oddziaływania przemocy, kumulując się, nie zostaje przezwyciężony. (Martin Miller)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Siostry

Nie porównuj nigdy się

każda wyjątkowa jest

więc doceniaj swoje ja

bo każda z nas to najcenniejszy skarb

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Radości z Bożego Narodzenia, Dobrych Świąt!

Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzynie,

Coby się Wom darzyło, mnożyło każde stworzynie!

Coby się Wom darzyły kury cubate, gęsi siodłate.

Cobyście mieli telo wołków, kielo w dachu kołków.

Telo cielicek, kielo w lesie jedlicek,

Telo owiecek, kielo mak mo ziorecek,

Telo krów, kielo w sąsieku plów.

Coby się Wom darzyły konie z biołymi nogami,

Cobyście orali śtyroma pługami,

Jak nie śtyroma – to trzoma,

Jak nie trzoma – to dwoma,

Jak nie dwoma – to jednym,

Ale co godnym!

Sięgnijcie do pieca – wyjmijcie kołoca,

Sięgnijcie do skrzyni – wyjmijcie pół świni,

Sięgnijcie na wyżkę – wyjmijcie masła łyżkę,

Piekliście, kłuliście – kolędnikom daliście.

Coby się Wom darzyły dzieci – kielo przy piecu śmieci,

W kożdym kątku po dzieciątku, a na pościeli troje,

Ino cobyście nie pedzieli, że to które moje!

Na szczęście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok!

Coby Wom wypod z pieca bok!

Coby Wom z pieca wypadła ruła!

Coby Wom gaździna zgrubła!

Coby Wom nicego nie chybiało,

Z roku na rok przybywało,

A do reśty – cobyście byli szczęśliwi i weseli

Jako w niebie janieli, haj!

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

 

„Gdy zastanawiam się nad naszą Ziemią – kruchą małą kulą toczącą się we wdzechświecie – i badam sny, które ludzie mi przynoszą, jestem coraz bardziej przekonana, że świadomość próbuje przejść od władzy do miłości.”

Marion Woodman

Świadoma kobiecość

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Nie bądź tabletowym rodzicem!

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest

„Pierwsze zdjęcie, jakie świadomie przeżyłam, to zdjęcie mojej matki, jeszcze zanim mnie urodziła. Zdjęcie jest niestety czarno-białe, przez co ginie wiele szczegółów, stając się zaledwie szarymi kształtami. Światło jest miękkie i deszczowe, chyba wiosenne i najpewniej sączy się przez okno, utrzymując pokój w ledwie zauważalnym blasku. Mama siedzi przy starym radiu, takim, które miało zielone oko i dwa pokrętła – jedno do regulowania głośności, drugie do wyszukiwania stacji. To radio stało się potem towarzyszem mojego dzieciństwa i z niego dowiedziałam się o istnieniu kosmosu. Kręcenie ebonitową gałką przesuwało delikatne czułki anten i w ich zasięg trafiały rozmaite stacje – Warszawa, Londyn, Luksemburg albo Paryż. Czasami jednak dźwięk zamierał, jakby pomiędzy Pragą a Nowym Jorkiem, Moskwą a Madrytem czułki anteny natrafiały na czarne dziury. Wtedy przechodził mnie dreszcz. Wierzyłam, że poprzez to radio odzywają się do mnie inne układy słoneczne i galaktyki, które wśród trzasków i szumów wysyłają mi wiadomości, a ja nie umiem ich rozszyfrować.

Wpatrując się w to zdjęcie jako kilkuletnia dziewczynka byłam przekonana, że mama szukała mnie, kręcąc gałką radia. Niczym czuły radar penetrowała nieskończone obszary kosmosu próbując dowiedzieć się, kiedy i skąd przybędę. Jej fryzura i ubiór (duży dekolt w łódkę) wskazują, kiedy zrobiono to zdjęcie – to początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Patrząca gdzieś poza kadr, nieco zgarbiona kobieta, widzi coś, co nie jest dostępne oglądającemu to zdjęcie. Jako dziecko rozumiałam to tak, że ona patrzy w czas. Na tym zdjęciu nic się nie dzieje, to fotografia stanu, nie procesu. Kobieta jest smutna, zamyślona, jakby nieobecna.

Kiedy ją potem pytałam o ten smutek – a robiłam to wiele razy, żeby zawsze usłyszeć to samo – mama odpowiadała, że jest smutna, bo jeszcze się nie urodziłam, a ona już do mnie tęskni.

– Jak możesz do mnie tęsknić, skoro mnie jeszcze nie ma? – pytałam. Wiedziałam już, że tęskni się za kimś, kogo się utraciło, że tęsknota jest efektem straty.

– Ale może też być odwrotnie – odpowiadała. – Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest.”

Olga Tokarczuk, początek wykładu noblowskiego „Czuły narrator”

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Przeczytałam

„Dzisiaj mija dwunasty dzień, jak jestem u siebie, w mojej ojczyźnie, we Francji. Jestem szczęśliwa, a równocześnie smutna. Nie wiem jak to opisać, wolałabym to jakoś wykrzyczeć całym moim ciałem, ale zbyt bolało mnie serce, gdy to wszystko zobaczyłam i pomyślałam, że powinnam była spędzić tu życie. Te zbyt późne odwiedziny sprawiają mi wielki ból – ból kogoś, kto nie ma ojczyzny. Nie wiem dlaczego dobry Bóg skazał mnie na te wszystkie nieszczęścia. Ale wsiadam do samolotu szczęśliwa, że mogłam zobaczyć ojczyznę, a teraz wracam do mojego małego Sołncewa, gdzie mieszkają moje dzieci i wnuki. To tam właśnie muszę spędzić te niewiele dni, jakie mi jeszcze w życiu pozostały. Na lotnisko przyszedł mnie pożegnać Gerard, który zachowywał się w stosunku do nas w sposób nadzwyczajny i towarzyszył nam troskliwie podczas całego pobytu. Jest też ekipa filmowa, Christian, Nicolas, Xavier, a także wydawca, pani Delphine, która opublikuje moje wspomnienia. Jestem bardzo  szczęśliwa, że ci wszyscy ludzie są w tej chwili razem ze mną. Oczywiście jest mi smutno, że opuszczam Francję, ale muszę wrócić do mojego miasteczka, w którym mieszkam od ponad pięćdziesięciu lat. Wracam z wieloma zapamiętanymi obrazami mojej ojczyzny. Z zachowanymi w pamięci uśmiechami wszystkich przyjaciół z Jury. Nigdy więcej już mnie nie opuszczą, zawsze będę ich pamiętała, tak samo jak będę pamiętała wszystko to, co dla mnie zrobili, to, że spełnili moje marzenie o zobaczeniu ojczyzny. Jestem im za to bezgranicznie wdzięczna, choć nigdy nie starczy mi słów, aby to wyrazić. W moich bagażach są zdjęcia, książki, listy, ubrania, prezenty, dużo prezentów, a przede wszystkim ziemia z mojej ojczyzny. Z Lons-le-Saunier. z Cousance i z ogrodu domu, w którym mieszkałam, gdy byłam dzieckiem, z Orbagna. Jestem już dzisiaj spokojna; mogę wracać bez żadnych obaw, bo wiem, że będę pochowana w ziemi z mojej ojczyzny, z mojego rodzinnego miasteczka. Mogę już teraz umrzeć w spokoju. Adieu przyjaciele, adieu…

                                                                                ReneeVillancher

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

800 080 222

Nowy numer telefonu został uruchomiony na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej ze środków z Narodowego Programu Zdrowia. Realizatorem części projektu na uruchomienie linii pomocowej jest Fundacja ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych.

http://www.liniadzieciom.pl

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

nowa stara dziedzina ochrony zdrowia – psychoterapia dzieci i młodzieży

Minister Zdrowia rozporządzeniem z dnia 31 stycznia 2019 r.  wprowadził nową dziedzinę ochrony zdrowia – psychoterapię dzieci i młodzieży. Zespół ekspertów opracował program szkolenia dla osób posiadających tytuł zawodowy magistra lub równorzędny uzyskany na kierunku studiów w zakresie psychologii, pedagogiki, resocjalizacji, pielęgniarstwa, lekarskim. Szczegółowe informacje i program dostępny jest na stronie Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego

Zgodnie z programem:

  1. Szkolenie specjalizacyjne trwa 4 lata i obejmuje 1200 godzin szkolenia specjalizacyjnego zorganizowanego przez akredytowaną jednostkę szkolącą, poświęconego teorii i praktyce wybranego podejścia psychoterapeutycznego, w tym podejścia psychoanalitycznego oraz psychodynamicznego, poznawczobehawioralnego, systemowego, humanistyczno-doświadczeniowego i integracyjnego. Na 1200 godzin szkolenia specjalizacyjnego składa się 840 godzin zajęć teoretyczno-praktycznych oraz 360 godzin stażu kierunkowego w placówkach zajmujących się diagnozowaniem lub leczeniem dzieci i młodzieży.
  2.  W tym staż podstawowy – 2088 godzin praktyki w okresie trwania szkolenia, w trakcie którego osoba specjalizująca się prowadzi praktykę psychoterapeutyczną ukierunkowaną na leczenie zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży. Poprzez praktykę psychoterapeutyczną rozumie się prowadzenie psychoterapii, udział w superwizjach oraz w zebraniach klinicznych, w trakcie których omawiana jest sytuacja osoby doświadczającej problemów z obszaru zdrowia psychicznego. Samodzielna praca psychoterapeutyczna może być realizowana w publicznych zakładach opieki zdrowotnej, innych podmiotach leczniczych, placówkach systemu oświaty, jednostkach budżetowych, jednostkach samorządowych, fundacjach, stowarzyszeniach, ośrodkach prywatnych od początku szkolenia lub w innych podmiotach prowadzonych w formie jednoosobowej działalności gospodarczej lub spółek prawa handlowego, po ukończeniu 2 roku szkolenia oraz uzyskaniu rekomendacji od prowadzącego superwizora.
  3. Kształcenie w podejściu psychoanalitycznym oraz psychodynamicznym obejmuje: co najmniej 260 godzin wiedzy teoretycznej oraz co najmniej 180 godzin kształcenia umiejętności praktycznych (nie mniej niż 220 godzin przeznaczonych jest na problemy psychoterapii dzieci i młodzieży) oraz 150 godzin superwizji (co najmniej 100 godzin przeznaczonych na superwizję terapii pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wieku rozwojowego).
  4. Kształcenie w podejściu poznawczo-behawioralnym obejmuje: co najmniej 260 godzin zajęć teoretyczno-warsztatowych (nie mniej niż 220 godzin przeznaczonych jest na problemy psychoterapii dzieci i młodzieży) oraz 280 godzin superwizji (co najmniej 100 godzin przeznaczonych na superwizję terapii pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wieku rozwojowego).
  5. Kształcenie w podejściu systemowym obejmuje: co najmniej 260 godzin wiedzy teoretycznej oraz co najmniej 180 godzin kształcenia umiejętności praktycznych (ogółem nie mniej niż 220 godzin przeznaczonych na kształcenie z terapii systemowej rodzin dzieci i młodzieży) oraz 150 godzin superwizji (co najmniej 100 godzin przeznaczonych na superwizję terapii systemowej rodzin pacjentów dziecięcych i młodzieżowych).
  6. Kształcenie w podejściu humanistyczno-doświadczeniowym obejmuje: co najmniej 260 godzin wiedzy teoretycznej oraz co najmniej 180 godzin kształcenia umiejętności praktycznych (nie mniej niż 220 godzin przeznaczonych jest na problemy psychoterapii dzieci i młodzieży) oraz 150 godzin superwizji (co najmniej 100 godzin przeznaczonych na superwizję terapii pacjentów z zaburzeniami psychicznymi wieku rozwojowego).
  7. Kształcenie w podejściu integracyjnym obejmuje: co najmniej 200 godzin wiedzy teoretycznej oraz co najmniej 240 godzin kształcenia umiejętności praktycznych (nie mniej niż 180 godzin przeznaczonych na kształcenie z terapii systemowej rodzin dzieci i młodzieży) oraz 150 godzin superwizji (co najmniej 75 godzin przeznaczonych na superwizję terapii systemowej rodzin pacjentów dziecięcych i młodzieżowych).
  8. Psychoterapia własna w szkoleniu w podejściu systemowym, humanistyczno-doświadczeniowym oraz integracyjnym obejmuje 250 godzin oddziaływań indywidualnych lub grupowych, którą osoba specjalizująca się jest zobowiązana realizować w trakcie trwania szkolenia teoretycznego. Rozwój osobisty w szkoleniu poznawczo-behawioralnym obejmuje 100 godzin oddziaływań indywidualnych lub grupowych (które mogą być zorganizowane jako dodatkowy element całościowego kursu prowadzonego przez ośrodek). Psychoterapia własna w podejściu psychoanalitycznym oraz psychodynamicznym obejmuje nie mniej 250 godzin, przy czym rekomendowana forma oraz liczba sesji zależy od modelu szkolenia właściwego dla danego nurtu. Osoba specjalizująca się w każdym z podejść jest zobowiązana realizować terapię własną/rozwój osobisty w trakcie trwania szkolenia teoretycznego.
  9. Staż kierunkowy: 1/3 całego stażu kierunkowy (120 godzin) musi odbywać się na stacjonarnych oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży. Co najmniej 120 godzin musi być realizowane w placówkach zajmujących się diagnozowaniem oraz leczeniem zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży z użyciem psychoterapii, pozostałe 120 godzin może być realizowane w placówkach zajmujących się diagnozowaniem oraz leczeniem zaburzeń psychicznych z użyciem psychoterapii w wieku dorosłym. W kształceniu w podejściu systemowym nie mniej niż 180 godzin, w podejściu integracyjnym co najmniej 120 godzin, a podejściu humanistycznodoświadczeniowym 40 godzin stażu powinno być realizowane w placówkach stosujących systemową terapię rodzin.

Rodzi się nadzieja, że być może w niedalekiej przyszłości „wprowadzona” zostanie także psychoterapia dorosłych. Przy okazji warto uświadomić sobie jak długo trwa i jakie elementy obejmuje szkolenie psychoterapeuty – 4 lata, 1200 godzin teoretyczno-praktycznych, terapia własna, staż kliniczny, superwizja. Ważne – szkolenie prowadzi akredytowana jednostka szkoląca, akredytowana czyli posiadająca kompetencje uznane przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne lub Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Warto zwrócić na to uwagę udając się do psychoterapeuty.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Kamyk, Zbigniew Herbert

kamyk jest stworzeniem
doskonałym

równy samemu sobie
pilnujący swych granic

wypełniony dokładnie
kamiennym sensem

o zapachu który niczego nie przypomina
niczego nie płoszy nie budzi pożądania

jego zapał i chłód
są słuszne i pełne godności

czuję ciężki wyrzut
kiedy go trzymam w dłoni
i ciało jego szlachetne
przenika fałszywe ciepło

– Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Alfred Adler

„Alfred Adler urodził się w lutym 1870 roku na odległym przedmieściu Wiednia i w obrębie tego miasta przebiegło jego dzieciństwo i młodość. Tak jak i Freud czuł się przede wszystkim wiedeńczykiem. Ojciec zajmował się handlem zbożem z bardzo nierównym powodzeniem. Rodzina Adlerów pochodziła z Węgier, nie była zżyta ze społecznością żydowską Wiednia, a sam Alfred w 1905 roku przeszedł na protestantyzm chcąc, jak sądzą biografowie, uzyskać szerszy społeczny układ odniesienia. Był drugim dzieckiem w rodzinie, w której łącznie było sześcioro dzieci. Jest to informacja ważna ze względu na to, że w jego teorii kolejność urodzenia stanowi istotny czynnik formujący osobowość. W dzieciństwie chorowity, pozostawał w cieniu starszego, bardziej sprawnego brata, a następnie był zaniedbywany wychowawczo w porównaniu z czwórką młodszego rodzeństwa. Pisze o sobie, że wychowywał się na ulicy, z tym wiąże swoje późniejsze sympatie polityczne i tym chyba można wytłumaczyć jego niewątpliwą awersję do tak zwanych „dzieci rozpieszczonych”, które samym faktem istnienia zdobywały opiekę i miłość rodziców. Poza tym był niedużego wzrostu, korpulentny z wadą wzroku. Jednakże zmienne koleje materialnego losu rodziny sprawiły, że to on, a nie brat mógł podjąć studia. Były to studia lekarskie, w owych czasach bardzo popularne i, jak wynika z niektórych danych, niemal przypisane Żydom, którzy chcieli uzyskać wyższy status społeczny, gdyż mogli wybierać tylko między medycyną, a prawem.

Na studiach nie wyróżniał się, ale był wyraźnie zaangażowany w działalność lewicową. W tych kołach poznał swoją przyszłą żonę urodzoną w Rosji, o bardziej od niego radykalnych poglądach i emancypantkę. Stąd jego zaangażowanie w sprawy równouprawnienia kobiet, jakkolwiek – jak wspomina jeden z jego biografów- łatwiej jest walczyć o emancypację kobiet, niż żyć z wyemancypowaną kobietą. Oboje prowadzili dosyć otwarty dom, w którym bywały takie postacie, jak Trocki i Joffe.

Jako lekarz zaczął od okulistyki i po krótkim okresie pracy jako internista zajął się chorobami nerwowymi uzyskując dobrą reputację. Wcześnie też opublikował swoją pierwszą pracę, którą poświęcił  czynnikom społecznym  w patogenezie chorób. W tej sytuacji nie jest jasne, jak doszło do zbliżenia z Frudem. Faktem jest, że nastąpiło to szybko. Freud wysoko cenił młodszego kolegę i jakkolwiek różnili się w wielu poglądach, widział w nim swego następcę aż do czasu pojawienia się Carla Gustava Junga. Biograf i przyjaciel Freuda Ernest Jones, wyraża się o Adlerze wyłącznie negatywnie, charakteryzując go jako osobnika nieustannie oscylującego pomiędzy posępnością a drażliwością. Był on jakoby bardzo ambitny i wykłócał się o prymat swoich idei. Dopiero po latach sukcesów miał stać się łagodny i dobrotliwy. Sam Freud jednakże w liście do Ferencziego pisze, że postawił Adlera na czele swojego ruchu  „ponieważ przede wszystkim jest to jedyna tutaj osobowość, a na tym stanowisku będzie on czuł się zobowiązany do obrony naszych wspólnych pozycji (3.04.1910 r.)”.

Jest zrozumiałe, że niezależnie od prywatnych ambicji Adler musiał mieć znaczne opory poznawcze wobec doktryny Freuda. Jego pogląd na człowieka był zdecydowanie związany z paradygmatem dominacji uwarunkowań społecznych nad biologicznymi. Nie mógł pogodzić się z koncepcją wiodącej roli libido w kształtowaniu się i funkcjonowaniu osobowości. Wynikało z niej, że przecież wrodzony, właściwy wszystkim ludziom czynnik biologiczny kształtuje jednakowo ich funkcjonowanie, przeciwstawiając ich wrogiej im kulturze, bez której nie mogą istnieć i z którą muszą walczyć.

Dla Adlera natomiast było oczywiste, że każdy człowiek determinowany jest indywidualnie, gdyż różne są warunki społeczne, w których ludzie wzrastają i w których funkcjonują. Opozycja wobec Freuda dotyczyła więc kluczowej części jego teorii i na tym gruncie negocjacje, nawet gdyby były teoretycznie możliwe, były wykluczone psychologicznie.  Wydaje się nawet, że ten drugi powód, właśnie niemożność współistnienia obok siebie zbyt silnych indywidualności, był bardziej istotnym powodem rozstania niż rozbieżności konceptualne. Sam Alfred Adler pisze o tym następująco: „Freud i jego uczniowie niezmiernie lubią określać mnie w sposób niezaprzeczalnie chełpliwy jako ucznia Freuda, ponieważ bardzo wiele ścierałem się z nim w pewnym kole psychologicznym, nigdy natomiast nie byłem na żadnym jego wykładzie dla uczniów. Gdy owe koło miano zaprzysiąc na wierność dla poglądów Freuda, byłem pierwszym, który z niego wystąpił(…). Przykro mi, że rozwój psychologii indywidualnej i jej niezaprzeczalny wpływ na rozwój psychoanalizy odczuwają tak tak dotkliwie. Wiem jednak, jak trudno jest zadowolić poglądy rozpieszczonych dzieci”. Nie jest to zbyt ścisłe, gdy się zważy rolę, jaką Adler pełnił w ruchu psychoanalitycznym Freuda, i to, że był pilnym słuchaczem jego pierwszych wykładów.”

Kazimierz Obuchowski

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

empatia

Według Słownika Języka Polskiego jest to umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby. Ta definicja rodzi pytanie: czy tylko my ludzie mamy taką umiejętność? Kolejne pytanie, które się nasuwa: czy chodzi o umiejętność, czy cechę? Z umiejętności można, ale nie trzeba korzystać. Inaczej mówiąc czy empatia podlega naszej woli? Na ostatnim spotkaniu Akademii Rodzica rozgorzała dyskusja  na temat rozmowy z kimś pogrążonym w smutku. Pocieszać? A jeśli tak, to jak? I komu tak naprawdę pomagamy pocieszając, drugiemu czy sobie? Pytania. Poniżej fragment filmu „W głowie się nie mieści”, który ktoś zatytułował „empatia”.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„(…)dla niego wewnętrzne wydarzenia, takie jak wizje lub sny, były rzeczywistością – tak realną jak to, co nazywamy rzeczywistością zewnętrzną.”

„Kiedy pierwszy raz spotkałam Junga, objaśnił mi przypadek kobiety, która miała wizję i podał interpretację tej wizji. To mnie zaszokowało, gdyż nagle zdałam sobie sprawę, że dla niego wewnętrzne wydarzenia, takie jak wizje lub sny, były rzeczywistością – tak realną jak to, co nazywamy rzeczywistością zewnętrzną. To było wielkie objawienie. Potem przeczytałam książki Junga i zobaczyłam jak wielkie znaczenie przywiązuje do snów. Poczułam wówczas, że jeśli sama nie poddam się analizie, nigdy nie będę mogła stwierdzić czy to, co Jung mówi jest prawdziwe, czy nie, słuszne, czy niesłuszne. Tak więc zebrałam całą swoją odwagę i zapytałam go czy mogę przejść u niego analizę, a on się zgodził. odtąd interpretacja każdego snu była objawieniem.” (Ścieżki snów, Marie-Louise von Franz)

 Marie-Louise von Franz, szwajcarska psychoanalityczka, urodzona 4 stycznia 1915 roku w Monachium. Jest autorką między innymi książki „Ścieżki snów”.  Jej ojciec Erwin Gottfried von Franz był Austriakiem, matka Margret z domu Schoen Niemką. W 1919 roku jej rodzina przeniosła się do Rheineck w kantonie St. Gallen w Szwajcarii. Latem 1933 roku, w wieku 18 lat, po raz pierwszy spotkała  w Bollingen C. G. Junga. Jesienią tegoż roku rozpoczęła studia z filologii klasycznej, łaciny i greki na Uniwersytecie w Zurychu.  W 1934 rozpoczęła własną analizę u Carla Gustava Junga, która przerodziła się w trwającą do jego śmierci w 1961 roku, współpracę. Przez wiele lat była wykładowcą i analitykiem treningowym w Instytucie C.G Junga w Zurychu. Pracowała między innymi nad symboliką baśni, symboliką i psychologią alchemiczną, symboliką Świętego Graala, interpretacją snów. Na język polski zostały przetłumaczone jej 4 książki: Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii, Ścieżki snów, Wróżenie a zjawisko synchroniczności, Legenda graalowa w perspektywie psychologicznej (Emma Jung, Marie Loise von Franz). W 1939 roku otrzymała obywatelstwo szwajcarskie. Zmarła  17 lutego 1998 r. w Küsnacht k. Zurychu.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Boże Narodzenie 2018

„Dziecko się rodzi, dzwoni mróz i biała noc zatacza zimie wysłany sianem nieba wóz. Jakie ci, synku, podam imię?”

                      (Tadeusz Nowak)

 

Joyeux Noёl!

Merry Christmas!

Feliz Navidad!

Frohe Weihnachten!

Tanti auguri di Buon Natale!

Veselé Vánoce!

Veseloho Vam Rizdva!

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

skrypt życiowy: uszczęśliwić innych

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Taka szkoła….

Jest w Częstochowie technikum, w którym 50% uczniów klasy I stanowi młodzież z Ukrainy. Dacie wiarę? 50%. Przyszli do tej szkoły, jak mówią, bo tak! Uczą się grafiki komputerowej. Można wznosić pomniki, obchodzić uroczyście ważne daty i dużo mówić o trudnej polsko – ukraińskiej historii. Coś mi się wydaje, że takie działania pogłębiają istniejące podziały. Można też tworzyć historię dziś. Klasa w połowie złożona z Polaków, w połowie z Ukraińców. Most w przyszłość. Odrobinę smutku rodzi się we mnie na myśl o odległości dzielącej Częstochowę od rodzinnych domów tych 15 i 16 latków. Generalnie jestem pod ogromnym wrażeniem tego przedsięwzięcia. Trzymam kciuki.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Maria Orwid 23 lipca 1930 – 9 lutego 2009

fragment wspomnienia o Marii Orwid autorstwa Barbary Józefik

„(…) Była uczennicą, a później współpracownicą profesora Antoniego Kępińskiego, którego wizja człowieka wywarła ogromny wpływ na rozwój krakowskiej psychoterapii. Pod jego kierunkiem wzięła udział w 1957 r. w pionierskich badaniach nad traumą poobozową u byłych więźniów KL Auschwitz. Problematyce obozowej poświęciła swoją pracę doktorską. Pod koniec lat osiemdziesiątych zainicjowała badania ocalałych z Holokaustu, które prowadziła wraz zespołem, a następnie stworzyła pierwszy w Polsce program terapeutyczny dla ocalałych z Holokaustu i ich dzieci. 

Jednocześnie przez całe swoje zawodowe życie rozwijała psychiatrię młodzieżową,
propagując zintegrowany nowoczesny model leczenia oparty na społeczności terapeutycznej, psychoterapii i terapii rodzin. Była założycielką i kierownikiem Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, którą kierowała do 2000 r., kiedy przeszła na emeryturę.
Była nauczycielką wielu pokoleń studentów, psychiatrów i psychoterapeutów, promotorką licznych prac doktorskich, autorką ponad 160 publikacji naukowych. Nie do przecenienia jest jej wpływ na rozwój psychoterapii, a szczególnie terapii rodzin, w Polsce.

Była wspaniałym ambasadorem polskich psychoterapeutów, jej prezentacje na konferencjach międzynarodowych, wypowiedzi w dyskusjach panelowych budziły uznanie i szacunek. Efektem były kontakty, jakie Marysia utrzymywała z wybitnymi światowymi terapeutami rodzinnymi, w tym z twórcami terapii rodzin. Warto tutaj choćby wymienić Lymana Wynne’a, Helma Stierlina, Yrjo O. Alanena, Mony Elkaima, z którymi łączyła ją osobista przyjaźń. Dzięki jej aktywności i zaangażowaniu ci wybitni terapeuci przyjeżdżali do Polski, do Krakowa ze swoimi wykładami i warsztatami, umożliwiając młodszym kolegom uczenie się od mistrzów. Jej aktywność na forum międzynarodowym wyrażała się także jej znaczącą rolą w założeniu International Family Therapy Association IFTA i European Family Therapy Association (EFTA) oraz organizowaniu wielu konferencji naukowych i sympozjów, w tym — światowego kongresu terapii rodzin, który odbył się w Krakowie w 1990 roku.

Była współzałożycielką i honorowym prezydentem Polsko-Izraelskiego Towarzystwa
Zdrowia Psychicznego, które podjęło wysiłek konfrontacji z bolesnymi aspektami
wspólnej polsko-żydowskiej historii. Była Żydówką i Polką i ta podwójna tożsamość
dawała jej możliwość widzenia spraw z podwójnej perspektywy, co wzbogacało dyskurs
i pozwalało unikać uproszczeń w podejściu do kwestii trudnych. Była bardzo dumna
zarówno ze swojej żydowskiej tożsamości, jak i polskiej tradycji i mitów, z którymi się
identyfikowała. Była także bardzo głęboko zaangażowana w dialog polsko-niemiecki
i była dla wszystkich bardzo ważnym uczestnikiem tego dialogu. Wyrazem docenienia
jej wkładu w dialog polsko-niemiecki było przyznanie jej przez prezydenta Federalnej
Republiki Niemiec Medalu Zasługi.

Niezwykle ważna była jej rola w polskim środowisku – warto przypomnieć, że była
współzałożycielką Sekcji Psychoterapii i Sekcji Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego.(…)”

Barbara Józefik

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Szczęście jest tak bardzo blisko…

Obrazek | Opublikowano by | 1 komentarz

:)

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

miało się wrażenie, że jest w permanentnym dialogu ze sobą (Piotr Drozdowski)

Boguchwał Franciszek Winid – psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii. Urodził się 22 maja 1925 roku w Poznaniu. W związku z podjęciem pracy przez ojca, Walentego Winida w Wyższej Szkole Ekonomicznej, rodzina przeprowadziła się do Krakowa. W 1940 roku Walenty Winid, jako pracownik wyższej uczelni został aresztowany i wywieziony do Auschwitz, gzie zmarł w styczniu 1945 roku. Boguchwał Winid ukończył dwie klasy gimnazjum ogólnokształcącego, a w okresie okupacji uczęszczał do technikum chemicznego, pracując jednocześnie w Zakładach Sodowych „Solway” w Krakowie. Po maturze w 1945 roku został przyjęty na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagielońskiego. W 1951 roku uzyskał dyplom lekarza. Do 1 971 roku pracował w Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Krakowie. W 1960 roku wyjechał na staż do Sanów Zjednoczonych. Odbył tam szkolenie  z psychoanalitycznej psychoterapii indywidualnej u Gustawa Bychowskiego. Napisał rozprawę doktorską na temat „Odruch orientacyjny w osłupieniu katatonicznym” oraz rozprawę habilitacyjna pt. „Nerwica natręctw. Psychopatologia i psychoterapia”. W 1971 roku został oddelegowany do pracy w zespole nauczania klinicznego Akademii Medycznej w Kielcach. Zmarł 4 kwietnia 2003 w Krakowie.

„Był moim pierwszym lekarzem w czasach, kiedy odróżnić, co było we mnie chorobą, a co nie (naturalnie już po psychozie) było dla nas obojga niezwykle karkołomne. Szalały wtedy w moim sercu uczucia tak trudne, że nazwać ich było nie sposób.  Jednak każdą rozmowę z Doktorem pamiętam jako nadzwyczajną ucztę duchową. Nieważne, że nie rozwiązaliśmy niczego. Potem bezradny Doktor przyszedł do mojego domu, kiedy już trzeba było znowu do szpitala i podając mi leki z pytaniem (bezradnym właśnie) „co wolę – fenactil czy haloperidol”, płakał siedząc na brzegu mojego łóżka, z którego właśnie odfruwałam. Niezwykłe kiedy lekarz płacze. I znowu kiedy złe przeszło pobiegłam do niego z radością, a radość ta była wielka i wspólna. Dobry człowiek – doktor Winid. Znak na ziemi (podobnie jak Jasia), że Pan Bóg nie opuszcza ludzi.”

Małgorzata Misiewicz, „Dla nas” 2006, nr 6

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz