W blaszanym pogiętym pudełku
mieszkają okruchy tęczy
barwne kamyki
z których Pan Bóg
zrobił mozaikę ziemi
kawałek burzy
kawałek liścia
kawałek wody

pędzelkiem wyleniałym
jak mysi ogonek
dotyka się delikatnie
kamyków świata
przedtem
trzeba pędzel poruszyć
to znaczy poślinić

(fragment wiersza Zbigniewa Herberta Nikifor)

Reklamy
Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Puste plastikowe torebki rozkładają się po kilka tysięcy lat. TYSIĘCY.”

„Na dnie tropikalnego lasu odpoczywa grupka spoconych wycieczkowiczów. W biurze turystycznym na innym kontynencie wykupili bilety i przyjechali tu spędzić egzotyczne „Wakacje nad Amazonką”. Teraz gaszą pragnienie z plastikowej butelki z napojem gazowanym. Dźwigali go tyle godzin, bo smakuje lepiej niż woda z błotnistego strumienia. Butelka krąży z rąk do rąk – trzeba wypić wszystko, bo ktoś zapodział zakrętkę.

Ocierają lepkie karki i czoła. Uspokajają oddechy. Niedługo znów ruszą w drogę.

Ich agresywny perfumowany zapach skrzywi kilka zwierzęcych nosów, ale dosyć prędko utonie w gnijącym powietrzu dżungli. Ślady ich stóp wkrótce podejdą wodą i rozpłyną się w błocie. Taka wizyta obcych jest w skali dżungli niezauważalna…

Chyba, że ktoś wypatrzy zakrętkę…

Plastikowa zakrętka od butelki po pepsi – coli ma rozmiar i kolor identyczny jak twarde owoce pewnego gatunku palmy. Z tego powodu zostaje połknięta przez tukana. Potem ptak zjada jeszcze to i owo, a następnie syty i zadowolony odlatuje na swoją ulubioną gałąź.

Tam, zamiast zwyczajnego trawienia, przeżywa kilka godzin straszliwych męczarni, kiedy zakrętka przedziera się przez jego wnętrzności prując je na krwawe szmaty.

W końcu tukan odbywa swój ostatni lot – spada z gałęzi na gnijące dno dżungli. Uderza o nie miękko, wydając ostatnie tchnienie.

– Piiigh…

Prawie natychmiast jego ciało opadają różnorakie ścierwojady, w przeważającej liczbie robaki i mrówki. W ciągu kilku dni zostaje objedzony do szkieletu. I zapomniany.

O tym, że żył tu kiedyś piękny tukan, świadczy już tylko ogromny wielobarwny dziób porzucony w kupce pomiętych piór.

Obok – pośrodku garstki białych kostek – leży nakrętka pepsi – – coli w kolorze owocu pewnej palmy. Następne zwierzę, które ją znajdzie i pożre, wyznaczy swoim truchłem kolejny punkt, do którego dotarła cywilizacja plastikowych torebek…”

(Wojciech Cejrowski , Gringo wśród dzikich plemion)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

plastik

The Plastic Project

„Znajdujemy na wybrzeżach Morza Północnego martwe wieloryby z żołądkami pełnymi plastikowych toreb. To nie są już odosobnione przypadki. Gdziekolwiek się udaję – od najbardziej zaludnionych wybrzeży na Ziemi po najdalsze zakamarki Arktyki – znajduję plastik.

Jeśli nie zaczniemy działać natychmiast, to czeka nas przyszłość, w której oceany pozbawione są życia.” (Tim Nunn)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Uwaga Młodzież – Zaproszenie!

Jeśli mieścisz się w przedziale wiekowym 16 – 19 lat, to jesteś szczęściarzem! A jeśli dodatkowo masz wolny czas w czwartek o godzinie 16.00,  to jesteś mega szczęściarzem! Dlaczego? Ponieważ w czwartki w godzinach 16.00 – 18.00  zapraszamy młodzież ze szkół ponadgimnazjalnych do udziału w grupie rozwoju osobistego. Udział w grupie przyniesie Ci korzyści w postaci:

  • lepszego rozumienia siebie,
  • głębszych relacji interpersonalnych,
  • zwiększenia poczucia własnej wartości i atrakcyjności.

Ponadto możesz

  • rozwinąć swoją kreatywność,
  • nabyć umiejętności lepszego radzenia sobie z trudnościami,
  • konfliktami

oraz

  • poznać ciekawych ludzi 🙂

Spotykania będą się odbywać  w Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej nr 1 w Częstochowie, ul. Marysia 93B.


 Udział w zajęciach jest bezpłatny. Decyduje kolejność zgłoszeń.

 Zgłoszenia przyjmujemy w sekretariacie poradni pod numerem  34 3619434 lub 533300966.  O terminie pierwszego spotkania powiadomimy telefonicznie.

 Zapraszamy serdecznie

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

szukamy domu :)

„Już od dawna, od zarania – poprzez wszystkie wieki – ciągną się popiskiwania, skomlenia i szczeki. – Idą pełne animuszu – wspólnie z nami drogą – cztery łapy – para uszu – oczy – nos i ogon.” (Ludwik Jerzy Kern)

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Jesienią, jesienią……

Zapraszamy na jesienną edycję Akademii dla Rodziców czyli zajęć warsztatowych ukierunkowanych  na doskonalenie umiejętności wychowawczych. Miejscem spotkań jest Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 1  w Częstochowie. Spotkania będą się odbywać w czwartki w godzinach 16 – 18 przez 12 tygodni. Udział w zajęciach jest bezpłatny.

 Zgłoszenia przyjmujemy telefonicznie w sekretariacie poradni (tel. 34 3619434 lub 533300966)  w godz. 8.00-18.00, w piątki do 16.00  lub mailem: poradnia@tlen.pl

Zapraszamy serdecznie!

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

MAM ZESPÓŁ ASPERGERA – (darmowy) Podręcznik dla uczniów i nauczycieli

Źródło: MAM ZESPÓŁ ASPERGERA – (darmowy) Podręcznik dla uczniów i nauczycieli

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Ból przemija, piękno pozostaje

A.Renoir, Ogród

„Mimo iż Henri Matisse był blisko dwadzieścia osiem lat młodszy niż Auguste Renoir, obaj wielcy artyści byli serdecznymi przyjaciółmi i często spędzali razem czas. Kiedy Renoir prawie nie opuszczał domu w ostatnich latach swego życia, Matisse odwiedzał go codziennie. Niemal sparaliżowany artretyzmem Renoir mimo swej choroby nie przestawał malować. Pewnego razu Matisse obserwował, jak starszy kolega maluje w swojej pracowni, zmagając się ze straszliwym bólem utrudniającym każde pociągnięcie pędzla. W końcu nie wytrzymał i poruszony wykrzyknął:

– Auguste, dlaczego nadal malujesz, gdy dręczy Cię tak okropny ból? Renoir odrzekł z prostotą:

– Ból przemija, a piękno pozostaje.

I tak, prawie do dnia swojej śmierci Renoir nakładał farbę na płótno. Jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów: Kąpiące się artysta ukończył na dwa lata przed śmiercią, czternaście lat po tym, jak zaatakowała go bolesna choroba.”

Autor nieznany

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Vincent van Gogh

„Zdarza się w wielu przypadkach, że pacjent nosi w sobie pewną historię, której nikomu nie opowiada, której z reguły poza nim nikt nie zna. Dla mnie właściwa terapia rozpoczyna się dopiero po zbadaniu tej osobistej historii. Stanowi ona tajemnicę chorego – tajemnicę, która go złamała”

Carl Gustav Jung

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Julia Hartwig, Piękne siostry

Nie Pamięć jest jedna
Jej siostry są liczne i do siebie niepodobne
wszystkie pracowite i nie znające odpoczynku
Godny uznania jest porządek
według którego najstarsze wciąż rosną
a najmłodsze umierają nim nabiorą sił i ciała
powołując do życia następne
Bo nie natura rządzi rodziną pamięci
i pamięć nie jest obrazem ani nawet odbiciem obrazu
ale jakby osobnym formowaniem i osobną obecnością
Na końcu dane nam jest wspominać już tylko początek
i odległe wegetacje sprzed wygnania z raju

 

Julia Hartwig – 1921-2017

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Gdyby nie mój zawód, wylądowałbym w domu wariatów. Ale pracowałem bez przerwy i praca okazała się zbawienna dla mojego zdrowia. Dlatego nie musiałem przechodzić terapii.

14 lipca jest we Francji świętem narodowym obchodzonym na pamiątkę zdobycia Bastylii przez lud Paryża. 14 lipca 1918 roku w Uppsali w Szwecji urodził się Ingmar Bergman, wybitny reżyser filmowy, autor takich filmów, jak: „Tam gdzie rosną poziomki”, „Sceny z życia małżeńskiego”, „Fanny i Aleksander”,   „Wakacje z Moniką”‚Wieczór kuglarzy”, Milczenie”, „Goście wieczerzy Pańskiej”, „Siódma pieczęć”, „Persona”. Dramat psychologiczny to ulubiony gatunek filmowy reżysera. Jest nim powstała w 1966 roku „Persona”. O czym jest ten film? Jeszcze nie potrafię wyrazić tego jednym słowem. Czarno -biały  z dwoma pierwszoplanowymi postaciami. Dwie kobiety. Elizabeth Vogler i siostra Alma. Pacjentka i pielęgniarka. Pierwsza z nich w trakcie spektaklu, w którym grała rolę Elektry zamilkła i rozejrzała się zdziwiona po sali. Następnego dnia nie pojawiła się w teatrze. Wreszcie trafiła do szpitala psychiatrycznego. Jej milczenie trwa 3 miesiące. Lekarka stwierdza, że jest zdrowa na ciele i umyśle. Wyklucza też histerię.

„Nie myśl że tego nie rozumiem. To beznadziejne marzenie żeby być. Nie stwarzać pozoru ale być. Świadoma każdej chwili. Baczna. I ta przepaść pomiędzy tym kim jesteś dla innych i dla siebie. Zawrót głowy i stałe pragnienie żeby nas zdemaskowano.  Przejrzano na wylot. Zredukowano, a nawet unicestwiono. Każdy ton głosu jest kłamstwem. Każdy gest fałszem. Każdy uśmiech grymasem. Odebrać sobie życie? O nie. To okropne. Tego się nie robi. Ale można znieruchomieć zamilknąć. Przynajmniej się nie kłamie. Można się zamknąć w sobie. Odizolować. Nie trzeba wtedy grać żadnych ról. Pokazywać twarzy. Robić fałszywych gestów. Tak się wydaje, ale rzeczywistość stawia opór. Twoja kryjówka nie jest szczelna. Z zewsząd wsącza się życie. I jesteś zmuszona reagować. Nikt nie pyta czy to prawdziwe czy nie prawdziwe. Czy jesteś zakłamana czy nie. Tylko w teatrze takie pytanie ma sens.  Ale i tam nie bardzo. Rozumiem Cię Elizabeth. Rozumiem twoje milczenie. Twój bezruch. Swój brak woli oprawiłaś w fantastyczny system. Rozumiem i podziwiam.  Powinnaś ciągnąć tę rolę  aż zgrasz ją do końca. Aż przestanie być interesująca. Tak samo stopniowo porzucasz wszystkie inne twoje role.”(lekarka)  

Lekarka wysyła aktorkę w towarzystwie młodej pielęgniarki Almy do swojego domku nad morzem. Elizabeth milczy, za to Alma nie przestaje mówić. Mając przy sobie idalnego słuchacza, stopniowo ujawnia najbardziej intymne fakty ze swojego życia. Snuje rozważania: „Może godząc się na to jacy jesteśmy stajemy się lepsi?”. Przełomem jest moment kiedy czyta list Elizabeth do lekarki, w którym ta dość szczegółowo opisuje ich relację, poddając krytycznej ocenie jej intymne zwierzenia. Od tej pory nic już nie jest takie jak wcześniej. Kilka puzzli, które trudno złożyć w całość. Po pierwsze ” persona”. Według słownika persona to osoba. Inne znaczenie to maska, której używali aktorzy w teatrze antycznym. Według Carla Gustava Junga persona jest maską, którą człowiek nakłada w kontakcie z otoczenie po to by pełnić oczekiwania społeczne. Rola można by rzec. „Persona jest tym czym człowiek w istocie nie jest, czym jest on tylko w mniemaniu własnym i innych ludzi”(C. G. Jung). Po drugie  Elektra. W mitologii greckiej córka Agamemnona i Klitajmestry. Jej matka wraz z kochankiem zamordowała powracającego z wojny o Troję męża. Elektra z bratem Orestesem dokonała po latach zemsty zabijając matkę.  Trzecim puzzlem jest biografia Ingmara Bergmana i doniesienia medialne na temat jego pochodzenia. Rzekomo nie był biologicznym synem swojej matki, czego prawdopodobnie oboje nie byli świadomi. A poniżej krótki film dokumentalny Bergmana  o matce z 1984.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

długie łyżki

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Dziś

Znalezione obrazy dla zapytania puchatek i prosiaczek

– Jaki dziś dzień? – zapytał Puchatek.
– Dziś – odpowiedział Prosiaczek. Na to Puchatek:
– To mój ulubiony dzień.

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Poczet wampirów

W czerwcowych Charakterach ciekawy artykuł Ewy Woydyłło o wampirach, psychologicznych wampirach oczywiście.

Każdy wampir działa inaczej, ale wszystkie sprawiają, że czujemy się w kontakcie z nimi źle. 

Szyderca – narusza poczucie własnej wartości, wyczuwa i wydobywa nasze słabości, deprecjonuje osiągnięcia.

Toksyczny – pozbawia nas energii, sam widzi wszystko w czarnych kolorach i zaraża nas swoim pesymizmem. 

Obezwładniacz – potrafi nas zniewolić, oczarować lub zdominować; przy nim czujemy się bezsilni i jak zahipnotyzowani podążamy za nim, nie potrafiąc zerwać.  

Pocieszyciel – na pozór dobry i pomocny, zamęczy nas swą wylewnością, dowodami troski i dobrymi radami. Im bardziej nas uspokaja, tym gorzej się czujemy.

Hipochondryk – okazując cierpienie, wymusza na nas obecność i poświęcenie, współprzeżywamy jego lęk o siebie.

Sierotka – wzbudza poczucie winy, a zarazem oczekuje, że należą mu się specjalne względy i przywileje, bo przecież – jego zdaniem – miał gorzej lub pod górkę”

Ewa Woydyłło,  „Kolekcja trucicieli”, Charaktery 6

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Musimy rozumieć samych siebie i kochać samych siebie, aby widzieć, słuchać, dotykać, dostrzegać i rozumieć innych”

Virginia Satir "We must not allow other people's limited perceptions to define us."Virginia Satir – amerykańska psychoterapeutka zajmująca się głównie terapią rodzin. Autorka książek: Zmieniamy się wraz z rodzinami, Rodzina. Tu powstaje człowiek, Terapia rodziny. Teoria i praktyka. Urodziła się 26 czerwca 1916r w Neillsville w USA. Zmarła 10 września 1988 w Menlo Park.

„Sprawą godną szacunku jest wykorzystanie własnej osoby jako narzędzia terapeutycznego. Aby sprostać temu zadaniu, musimy wciąż pogłębiać nasze człowieczeństwo i naszą dojrzałość. Obcujemy z życiem ludzkim. Według mnie zawodu terapeuty nie można się tak po prostu wyuczyć, jak na przykład zawodu instalatora. Instalator polega na swojej technice. Terapeuci muszą czynić więcej. Rury kanalizacyjnej nie trzeba kochać żeby umieć ją naprawić. Wspólnota istnieje poza wszelkimi metodami, filozofiami czy rodzinno – terapeutycznymi szkołami. Cokolwiek czynimy podczas naszej pracy  z ludźmi mamy tylko jedno medium: nas samych. Kiedy nauczam, moim celem jest głębia terapeuty – bycie człowiekiem. Jesteśmy ludźmi, którzy komunikują się z ludźmi. Musimy rozumieć samych siebie i kochać samych siebie, aby widzieć, słuchać, dotykać, dostrzegać i rozumieć innych”

„Virginia Satir urodziła się na małej farmie w amerykańskim stanie  Wisconsin. Tam spędziła dzieciństwo wśród licznego młodszego rodzeństwa.

Jej przodkowie przybyli z Niemiec. Ojciec pochodził z rodziny rzemieślniczo – rolniczej. Satir opisuje go jako prostego, przystojnego, kontaktowego, uzdolnionego technicznie, ale mało wykształconego mężczyznę. Matka wywodziła się z dystyngowanych mieszczańskich kręgów. Była silną dominującą, odważną i wyjątkowo ambitną osobą, przywiązującą ogromną wagę do wykształcenia dzieci.

Różne pochodzenie i odmienność charakteru była przyczyną istotnych napięć w rodzinie. Ojciec czuł się niekochany przez żonę. Przez jakiś czas  próbował topić problemy w alkoholu. Matka z kolei zarzucała mu brak odpowiedzialności. Oboje byli jednak zbyt dumni, żeby otwarcie mówić o swoich konfliktach przy dzieciach,  a nawet żeby się rozstać. Doprowadziło to do utrzymywania się napiętej atmosfery, na którą wrażliwa Virginia często reagowała chorobą. Przez długie lata miała problemy żołądkowe. Była również podatna na infekcje.

Mimo, że rodzice z całych dzieci wspierali rozwój dzieci, Virginia często cierpiała ponieważ nie mogła zrozumieć napięcia między rodzicami. Sama przyznała, że już w wieku pięciu lat postanowiła zostać swego rodzaju detektywem rodzinnym. Chciała poznać, co naprawdę dzieje się wewnątrz jej rodziny i innych rodzin.

Jako sześcioletnie dziecko zachorowała na zapalenie wyrostka robaczkowego. Jej matka, zdecydowana zwolenniczka Christian Science, z powodów religijnych była przeciwna wszelkiemu koniecznemu leczeniu medycznemu. To przekonanie omal nie kosztowało Virginii życia, ponieważ w jego następstwie  doszło u niej do rozlewu wyrostka. Przeżyła tylko dzięki temu, że ojciec wbrew woli matki zawiózł ją w ostatniej chwili do szpitala. Tam początkowo odmówiono wykonania operacji , ponieważ uznano ją za zmarłą. Dopiero, kiedy ojciec upierał się przy reanimacji i leczeniu, zajęto się nią. Po krytycznych chwilach na oddziale intensywnej terapii uznana za zmarłą Virginia została uratowana.

Po czterech miesiącach Virginię Satir wypisano ze szpitala. Bezpośrednio po tym zachorowała na zapalenie ucha środkowego. Przez prawie dwa lata była głucha. wiele przemawia za tym, że to właśnie doświadczenie chorób uwrażliwiło ją nieświadomie na niewerbalne uczestnictwo w komunikacji między członkami rodzin.

W roku 1927 – Virginia Satir miała akurat 11 lat – matka zdecydowała o rozstaniu z życiem farmerskim. Rodzina przeprowadziła się do Milwaukee w stanie Wisconsin, mieście nad Lake Michigan. Tam znajdowały się najlepsze szkoły.

Satir była bardzo zdolną uczennicą. High School i college ukończyła w rekordowo krótkim czasie. Po skończeniu collegu przez sześć lat pracowała jako nauczycielka. Aby zebrać wiele doświadczeń z ludźmi o odmiennym pochodzeniu, specjalnie uczyła się w pięciu różnych szkołach. Wyrobiła sobie przy tym bardzo wartościowe poglądy na temat specyfiki dzieci białych i czarnych , biednych i bogatych, rodzin z miast i wsi.  Już wtedy starała się włączyć rodzinę w życie szkoły. W tym celu prawie codziennie odprowadzała jednego se swoich uczniów do domu, aby odwiedzić jego rodzinę. Często udawało się jej rozwiązać problemy szkolne dzieci poprzez zwiększenie u rodziców świadomości tego, że wyniki szkolne i atmosfera rodzinna są od siebie zależne. Później te wizyty zaowocowały bardzo produktywnym doświadczeniem podczas terapeutycznego obcowania z rodzinami.”

Przygoda z komunikacją, Wolfgang Walker

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Sen, którego nie objaśniamy, jest jak list, którego nie czytamy. (Talmud)

„Jestem w nieznanym piętrowym domu. To „mój dom”. Znajduję się na piętrze. Jest tutaj coś w rodzaju salonu,  gdzie stoją piękne stare meble w stylu rokokowym. Na ścianach wiszą cenne, stare obrazy. Dziwię się, że ma to być mój dom, myślę sobie:”no nieźle!”. Ale nagle wpada mi do głowy myśl, że przecież nie wiem jak wygląda to, co jest niżej. Schodzę  po schodach na parter. Tutaj wszystko jest starsze; uświadamiam  sobie, że ta część domu pochodzi z XV, a może XVI wieku. Wyposażenie jest średniowieczne, a posadzki z klinkieru. Wszystko pogrążone w lekkim cieniu. Chodzę tak od jednego pomieszczenia do drugiego, myśląc:”Teraz muszę przeszukać cały dom”. Dochodzę do ciężkich drzwi, otwieram. Widzę  kamienne schody, które prowadzą do piwnicy. Schodzę na dół. Docieram do pięknie sklepionego, bardzo starego pomieszczenia. Przyglądam się ścianom – widzę, że między kamieniami, wykorzystanymi jako budulec, leżą pokłady cegieł; zaprawa murarska zawiera ceglane odłamki. Po tym widać, że mury pochodzą z czasów rzymskich. Rozpala to moją ciekawość do maksimum.  Spoglądam na posadzkę z kamiennych płyt. W jednej z  płyt odkrywam pierścień. Kiedy pociągnąłem, płyta się podnosi – przede mną znów schody. Stopnie, które prowadzą w głąb, są bardzo wąskie. Schodzę na dół. Docieram do niskiej niszy skalnej. Gruba warstwa kurzu okrywa kości i szczątki rozbitych naczyń, jak gdyby  pozostałości jakiejś kultury pierwotnej. Odkrywam dwie, prawdopodobnie bardzo stare, w  połowie sypiące się już czaszki ludzkie. Budzę się”

Carl Gustav Jung,”Wspomnienia sny myśli”

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Matka jest ciepłem, jest pokarmem, matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa” (Erich Fromm)

Pewna szalona matka uwiła tej wiosny  na moim balkonie gniazdo. Zniosła jaja i wysiadywała je przez jakiś czas, a że wiosna w tym roku taka jakaś mało wiosenna bywała więc nie zauważyłam nieproszonych lokatorów. Pierwszy pisklak wykluł się chyba zbyt wcześnie. Dość długo jego żółte, martwe ciało leżało obok matki wysiadującej drugie jajo. Drugi pisklak jest już stosunkowo duży, przez większość czasu jest sam, skulony gdzieś w rogu. Czasem zaglądam do niego, sprawdzam czy żyje. Martwią mnie  długie nieobecności jego matki. Kiedy wraca uspokajam się. Mały wychodzi z kąta, staje za jej plecami, rozkłada skrzydła i wymachuje nimi w powietrzu. Przygotowania do odlotu! Mam nadzieję, bo chciałabym odzyskać balkon. Od przynajmniej dwóch dni nie widziałam jego matki, postanowiłam więc rzucić maleństwu jakieś okruchy, nie skontrolowałam niestety mojego psa, który kocha wszelkie ptactwo wielką, nieodwzajemnioną miłością i o mały włos nie doszło do tragedii. Na szczęście mały zatrzymał się na krawędzi balkonu, prężąc pierś i wrzeszcząc w niebogłosy. I nie wiem czy odkrył w tym momencie swój głos, czy też pod wpływem doznanego szoku siedział tak i piszczał, co jakiś czas, jak sądzę wzywając matkę. No bo kogo?

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Eurowizja 2017

Pewnego dnia, gdy ktoś spyta o mnie
Powiedz, że żyłem by cię kochać
Przed tobą tylko egzystowałem
Zmęczony i nie mający nic do zaoferowania….

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

„Żyje­my w stałych przeb­ra­niach, mas­kach, świecie sym­bo­li. Zaw­sze słowo i czyn znaczą coś więcej niż nasza świado­ma intencja.”Zygmunt Freud

Freud porównał psychikę do góry lodowej, której niewielka część wystaje ponad powierzchnię wody. To świadomość. Znacznie większa część góry ukryta jest pod powierzchnią. To sfera nieświadomości. Popędy, namiętności, wyparte uczucia i myśli. Niewidoczne pokłady siły witalnej, które wywierają wpływ na świadome myśli, uczucia i czyny.

„Przypuśćmy, że tu, na tej sali, znajduje się osoba, która mi przeszkadza i odwraca uwagę od mojego wykładu, śmiejąc się, rozmawiając i szurając stopami. Ja mówię, że w takich warunkach nie mogę kontynuować, a wówczas kilku silnych panów wstaje i po krótkiej walce wyrzuca zakłócającego spokój. Zostaje on więc „wyparty”, a ja mogę kontynuować wykład. Aby sytuacja się nie powtórzyła, panowie, którzy usłuchali mej prośby, przestawiają swe krzesła bliżej drzwi i tam zasiadają tworząc „zaporę”. Jeśli teraz przyjmiecie te dwie lokalizacje jako „świadomość” i „nieświadomość”, otrzymacie całkiem niezłą ilustrację procesu wypierania.” Zygmunt Freud , wykład o psychoanalizie, USA, 1909.

Dziś przypada 161 rocznica urodzin twórcy psychoanalizy – Zygmunta Freuda.  6 maja 1856 roku w Příbor  na Morawach, w dzisiejszych Czechach rodzi się Sigismund Szlomo Frud. Jego ojciec Jakob ma wtedy 40 lat, matka Amalie 20.  Przez  80 lat mieszka w Wiedniu, w tym przez blisko 50 pod  adresem Berggasse 19 1090 Wien, gdzie obecnie znajduje się muzeum jego pamięci. Przez 8 lat studiuje medycynę w Szkole Medycznej Uniwersytetu Wiedeńskiego. Przez rok uczy się hipnozy u Jeana Charcota w Paryżu. W 1886r zawiera małżeństwo z Marthą Bernays. Mają 6 dzieci. Żyje 83 lata, umiera 23 września 1939 roku w Londynie. Jego najważniejsze prace:

  • Objaśnianie marzeń sennych
  • Psychopatologia życia codziennego
  • Trzy rozprawy z teorii seksualnej
  • Dowcip i jego stosunek do nieświadomości
  • Totem i Tabu
  • Wstęp do psychoanalizy
  • Ego i id
  • Kultura jako źródło cierpień
  • Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz

Krajobraz po…..

Wczoraj wracając z pracy autobusem przysłuchiwałam się rozmowie dwóch panów w wieku 89 i 80 lat, którzy przeszukiwali  pamięć w poszukiwaniu podobnych do aktualnych zdarzeń. Ponoć w 50 był taki atak zimy, że cała wieś się zeszła żeby odśnieżyć drogę. Ludzie wydrążyli w śniegu korytarze na głębokość 2 metrów.(!)  Dziś w parku nad miejscowym Bałtykiem zobaczyłam krajobraz jak po bitwie. Cisza. Żadnych drwali, którzy jeszcze do niedawna wycinali, co się pod piłę nawinęło. Jakby się wszyscy schowali przed gniewem matki natury.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano bez kategorii | Dodaj komentarz